wtorek, 31 maja 2016


Jest mi tu tak dobrze.

Był czas, kiedy najbliższa przyszłość budziła we mnie wiele obaw, jednak kiedy przerodziła się na TU i TERAZ  okazała się czasem pełnym miłych niespodzianek. 

Wszystko czego doświadczamy w naszym życiu dzieje się z jakiegoś powodu, czasem pozwala nam złapać oddech, zwolnić; ponownie spojrzeć w głąb siebie, ujrzeć to, czego do tej pory nie dostrzegaliśmy, nabrać dystansu tam, gdzie nas za dużo i za mocno...

Minęło sporo czasu, spaliłam wiele świec nim udało mi się całkowicie usunąć tą złą energię, którą przywlekła  tu ciągnąc się za mną pewna kobieca poczwara.
Pył, ogień i zaklęcia pomogły, Anioły strzegą mych dróg.  Nić została przerwana, raz na zawsze obróciła się w nicość, poczwara nie przestąpi już nigdy progu mojego domu.

Prostują się moje drogi, nabierają kształtu i słońce zaczyna rozświetlać także polne dróżki - tam też zieleń bije swoją mocą :) 

Miejsce w którym  przyszło mi obecnie oddychać jest dla mnie taką oazą spokoju, pozytywnych emocji, zaczynam wzrastać, łaskotam swoimi korzeniami ten skrawek Ziemi, serce już mu oddałam.

Jestem spokojna o jutro, cieszę się na samą myśl o tym co przede mną, a miłość?
Miłość rośnie i oddycha w cichości serca, ma jeszcze czas.

Do tej pory wyczuwałam, teraz widzę, słyszę. 
Dziękuję :) 

niedziela, 29 maja 2016

niedziela, 22 maja 2016

... a ja zawieszona pomiędzy moim ...



Kiedyś na myśl o odejściu uśmiechałam się do siebie mając świadomość tego, że jeszcze choć raz, przyjdzie mi w ostatnim tchnieniu doświadczyć tej chwili,  którą tu mieliśmy razem... jeszcze raz ujrzę nas, choć na ułamek sekundy - to było moje.
Teraz wiem, że kiedyś znów Cię spotkam, tam, po drugiej stronie, zaistniejemy poza ziemskim bytem, połączymy się z tymi, których kochamy, na ten moment dopełni się wszystko w nas - to mam dzięki Tobie.

Gdybym miała malować moimi obrazami niebo... nie, tego nie potrafię sobie wyobrazić...
Teraz widzę moje piekło... Tu obrazy są tak realne, wyraziste... widzę...
a jednak jestem - czekam - zawisłam pomiędzy moim niebem, a piekłem...

niedziela, 15 maja 2016
























Odrobinę popiołu i żółtego kwiecia,
w ogień wrzucę wysoki,
w tańcu się zatracę,
poplątam dla Ciebie nogi.
Ponownie zatrzymam zegary,
niech w nicość pójdą zdrady.
Splotę włosy w księżyca poświacie, 
woda obmyje duszę,
czernią biodra przepasam,
na szyję szafir rzucę.
Na mchu złoże ciało obolałe,
oddam swoją krew w ofierze,
zawyję jak zraniona wilczyca,
z ziemią zawrę przymierze.
Oddam w niepamięć wszelką
moje przy Tobie spełnienie,
zapłacę moją miłością,
nie pójdę na zatracenie.
Oddech jest mi zbyteczny,
zawisłam między piekłem a niebem,
nić nasza niewidzialna,
zamknięta w myśli obrazie.
Wzywam ostatnie ognia płomienie,
zamykam oczy, kiedy serce jeszcze bije,
bez siebie dla siebie nawzajem
kroczymy drogą nicości,
wprost na zatracenie.

AbRaKaDaBrA


Milczę w zaklętej ciszy,
deszcz obmywa ciało moje,
ziemia energetycznie wzywa,
tańczę sama swój taniec na wietrze.
Choć Kochany na nasz mech,
tam w sercu mym Cię zanurzę,
będę się spalać w tej miłości,
jak ćma w magii swego lotu, 
ilekroć to Ty płomień wskrzesisz.
W zaklętej ciszy wyciągam ręce do Ciebie
i wołam, wołam z głębi serca
w tą wielką, daleką  ciszę...
AbRaKaDaBrA nie mówmy już nic...
AbRaKaDaBrA nie bój się...
AbRaKaDaBrA Kocham Cię...


Nie mogę przypomnieć sobie Twego dotyku,
nie czuję śladu Twych pocałunków,
nie wiem gdzie droga Twoich pieszczot,
nie pamiętam...
Widzę Twój uśmiech,
Twoją serdeczność na dłoni,
wciąż do mnie mówisz,
i tulisz w swoich ramionach.
Twoje dłonie dotykają mojego policzka,
w dotyku tak aksamitne i czułe
tylko tym mnie dziś otulasz,
tylko to teraz widzę, nie czuję.
W całym tym postrzeganiu
niby tak mało Ciebie,
chyba mi tylko za to dziękować,
biedna bym była, gdybym dostępowała więcej...


Uczę się mówić ciszą,
biegnę do Ciebie przez ciszę,
kocham Cię w ciszy,
jakże wymowne to moje bycie.
Serce bije bez stuku,
usta mówią w spoczynku,
ja biegnę, choć stoję w miejscu,
blednąc z każdym dniem.
Jakże wymowny to obraz,
jakby w trumnie leżała,
jednak nadzieja żyje,
oddechem mnie wspomagając.
Jeszcze zdążysz dobiegnąć,
na ustach złożyć swój pocałunek,
wtedy oczy otworzę,
będąc najszczęśliwszą w tłumie.



sobota, 14 maja 2016


Cudownie jest móc rano otworzyć oczy i nagle poczuć słodki ból nie tylko łydek, ud ale i pośladków - ja mam coś takiego jak pośladki? :) :) :) poczuć ręce i obudzić w sobie świadomość, że ja też mam mięśnie - hehehehe...

Nie cierpię sportu ani oglądać, ani uprawiać. Jedyne co kocham, to jazda na rowerze i wędrowanie - jeśli ktoś chce, może to podciągnąć pod aktywność fizyczną, ja jednak postrzegam to przez pryzmat mojego serca.

Z rowerem tworzę całość, nie ma nas, jesteśmy jedno... ten czas, kiedy pokonuję drogę do pracy i w inne miejsca, wdycham cudowne, rześkie powietrze, kiedy pachnie ziemia i nęci zapach bzu, kiedy wiatr czesze moje włosy i delikatnie głaszcze moje poliki - uwielbiam te chwile. 
A kiedy puszczam kierownicę (ku panice kierowców jadących z nad przeciwka) rozpościeram ręce to już nie jadę - ja lecę, płynę w przestworzach...

Kiedy spadek energii - w uszach rytmiczna muzyka, kiedy dzień nastawiony na kreatywność : "Es freud mich dich kennen zu lernen", "Ich will nach Bayern fahren"... 
Kiedy czuję ogrom przepełniającej wdzięczności za to kim jestem -wzbijam się duchowo wraz ze śpiewem skowronków... Zwłaszcza przy tych ptasich ariach lubię wznosić swą wdzięczność za cud istnienia i przesyłać ogrom miłości do mojej Madzi...

No więc co z tym sportem??? 
Z moją Mistrzynią M. i moją zaprzyjaźnioną K. wyczyniam cuda...
Nigdy w życiu nie myślałam, że będzie ktoś w stanie zmotywować mnie do większego wysiłku. Brzuszki - nieeeeeeeeeeeeeee, pompki??? a w życiu!!! Skoro udawało mi się ich uniknąć do 40tego roku życia, miałabym teraz zgłupieć i zacząć coś takiego wyczyniać?!?!?!
A tu? Kiedy tylko pozwoliłam mojej K. na poprowadzenie mnie w jej rytmie - uwielbiam ten stan, kocham to wzbijanie i opadanie - CZAD! CZAD! CZAD! 

To w jaki sposób puszczają pewne blokady, to jakie zadania dostaję do wykonania przed następnym spotkaniem... 
Moje drogie M i K - za tydzień będzie królować czerwień :) 
DZIĘKUJĘ!!!


.... i po raz kolejny zawadiacko  uśmiecha się do mnie  stwierdzenie: NIGDY NIE MÓW NIGDY :)

czwartek, 12 maja 2016



Za moje zwątpienie - wybacz mi Panie,
że wstać mi się nie chce - wybacz mi Panie,
że z braku wiary w poranek ręce rozkładam,
że czasem w pół słowa tylko z Tobą rozmawiam,
że nie rozumiem, co chcesz mi powiedzieć,
że słowo moje w potoku myśli powszednieje.

Wybacz mi Panie, że się nad sobą czasem tak bardzo użalę,
że Anioł mój Stróż nie rozumie mnie wcale.
Ja siebie nie rozumiem i trącam nicością,
jestem jak konar drzewa z koroną usychającą.


 ... z szuflady 

środa, 11 maja 2016


To był maj :) białe koszule na sznurze schły...


                                              
To jest maj :) białe spodnie na sznurze schną,
ja nie jestem tobą, a ty nie jesteś mną.





Oj głupia ja, głupia ja...




Gdziekolwiek pójdziesz - ja będę z Tobą,
cokolwiek zrobisz - będę przy Tobie,
kiedy zapłaczesz - przepełnię miłością,
kiedy upadniesz - pomogę Ci wstać.
Gdy jesteś szczęśliwy - raduję się z Tobą,
gdy stoisz pewnie - usuwam się w cień,
gdy mnie potrzebujesz - oto jestem przy Tobie,
jestem przy Tobie i nocą, i w dzień.
Dzielę z Tobą swe tajemnice,
szczerością obdarzam na każdy czas,
w sercu moim masz bezpieczną przystań,
taka właśnie jestem ja.

 

wtorek, 10 maja 2016


MAJ :) szczególny miesiąc w moim życiu :) 
Mam z nim tyle pięknych wspomnień; wspomnień, w których jestem małą dziewczynką z kitkami ozdobionymi pięknie wywiązanymi kokardami :) Dziewczynką, która plecie wianki z mleczy i stokrotek. Młodą dziewczyną, która po raz pierwszy czuje w swym brzuchu motyle, kiedy zostaje obdarowana pierwszym pocałunkiem swojej Miłości. Asią, która uczestniczy w tak wielu rodzinnych uroczystościach - maj obdarował mnie wyjątkowymi dla mnie Ludźmi. Kobietą, która zachwyca się kwitnącym bzem i najpiękniejszymi na świecie niezapominajkami. Matką, która dostępuje zaszczytu bycia matką, która czuje ogrom szczęścia w tym  największym cudzie ludzkości, jakim jest dziecię. Matką, która podejmuje w życiu nas obojga najważniejsze decyzje życia na ten moment, na tu i teraz.

W tym roku, kiedy mija dopiero cząstka tego magicznego miesiąca, wiem już, gdzie będę zapuszczać swoje korzenie, dowiaduję się o istotnych sprawach dotyczących pracy - marzenia się spełniają :) 
Dostaję tyle pozytywnych, ciepłych słów dotyczących tego, co tworzę, że a nóż zacznę działać w tym właśnie kierunku... 
Niesamowity jest mój wewnętrzny pokój, przy tym zewnętrznym jazgocie i powala mnie w zachwycie i pokorze Miłość jaką mam w sobie... 
Pomimo... czuję się wewnętrznie spełniona,
pomimo... czuję się kochana, 
pomimo... czuję, że wzrastam, 
pomimo... wiem, że obieram właściwą dla mnie drogę, 
pomimo... czuję Cię w swoim sercu. 

Jest mi dobrze :) Czuję się szczęśliwa :) Jestem wdzięczna za to, czego doświadczam, za to co jest i co było :)  Mam tą świadomość, że tak wiele jeszcze przede mną tego dobrego :)

Kiedy pakowałam pudła i klamoty w wynajmowanym przeze mnie  mieszkaniu, kiedy przenosiłam je do kamienicy i zaczynałam tworzyć klimat wielkanocnych świąt, jeszcze byłam w związku. Kiedy nadeszły święta - byłam już sama... 
Musiało minąć trochę czasu, abym znów mogła spojrzeć na to, co mam wokół, abym znów potrafiła cieszyć się słońcem, korzystać z tych wszystkich darów natury jakie mam na wyciągnięcie ręki :) 

Teraz pod stopami czuję mocno soczystą trawę, oko me cieszą słoneczne mlecze, wokół latają bąki, a w oddali słychać śpiew wróbli. Przylatują znów te niebiańskie stworzenia do naszej stołówki. 
Po murze ze starej cegły co kawałek pnie się dziki bluszcz, uwielbiam ten odcień zieleni... 
Lekki wiatr tańczy w gałęziach klonu i śliwy, uśmiechają się delikatnie liście pnącego się winogrona... W cieniu róży kwitnie barwinek, a tuż za nim, jeśli skupisz na chwilę swój wzrok, w gęstwinie zieleni dojrzysz konwalie, które nieśmiało zza liści pokazują swe wdzięki.
W gliniakach i wiklinowym koszu pięknie tańczą złociste bratki... 
Tyle słońca na tym skrawku  ziemi, że aż sama nadziwić się nie mogę.

Jakże jestem przeszczęśliwa, jakże raduje się moje serce, że i ja mam tu swoje miejsce.
W fotelu z filiżanką gorącej czekolady kończę pisać kolejny list. 
 
AbRaKaDaBrA - to czas dobrych zmian :)



niedziela, 8 maja 2016


Boże mój Wszechmocny, Wszechobecny,
dziękuję Ci za tą wdzięczność, którą mam w sobie,
za to, że tyle miłości we mnie wciąż rośnie,
że wciąż ją poznaję, podziwiam, wciąż nową jej barwę kwiecia,
że ona nie przemija, tylko przeradza się w sobie,
że wpuszcza korzenie, że znów gdzieś gna pod ziemią,
i ręce ku niebu wyciąga i znów pnączem tańczy rozłożyście,
i cicho mi szepce, że nie przeminie,
że może zmieni barwę, że może kształt kwiecia inny nada,
jednak już raz powołana do życia na wieki przetrwa.

Jak mam zamilknąć, jak mam za to nie dziękować,
gdy  nadzieja obok stoi i tylko przytakuje?
Zawsze bałam się czasu, ziemskiego przyśpieszenia,
kiedy człowiek wydaje pierwszy krzyk istnienia,
i nagle po krótkiej swej wędrówce niknie w ziemi podziemiach.

Czym jednak czas jest teraz, kiedy mam takie, a nie inne doświadczenia?
Dziś w duchu Cię proszę o ostatnią wspólną chwilę wytchnienia.

Niech życie więc płynie w pięknym wzrastaniu,
nigdy nie będę myślała o miłości wygnaniu.
Kiedy dziś me serce Świetlista Nić Twa przenika
świadomość ma bezcenna : miłość moja ogromna, jedyna,
ona trwa na wieki, nie blaknie, nie znika.

Ona w barwy różne przyodziana, w fiolety i biel,
jest, trwa, rodzi się wciąż na nowo i jest kochana.


wtorek, 3 maja 2016



Pójdę boso przez wachlarz zieloności mchu, poprzez mgłę,
pójdę boso przez zieloność dzikich traw...







poniedziałek, 2 maja 2016



Anioły moje kochane tańczcie proszę nade mną,
gdy nagimi stopami stąpam przez moje wewnętrzne piekło.
Kiedy miotam się cała w pytaniach i żalu wielkim:
dlaczego Ona nie ze mną, a tam - na nieboskłonie dalekim?
Dlaczego tylko myślami mówić mi do Niej wolno?
Dlaczego stopy Jej bose widzę i śmiech słyszę hen daleko?
Uśmiecha się do mnie pięknie, buzią i swymi oczami,
w rękach trzymając zawilce, gania się z motylami.
Słucha śpiewu ptaków, co przy Niej zawsze blisko,
pieszczą ją poranne promienie słońca, i deszcz padający na niebiańskie klepisko.
I tylko w tym wyobrażeniu, co serce mi moje podpowiada,
do utulenia wystarczy jej prababcia, ciocia, nie mama.
Ja Cię Córeczko moja, jeszcze kiedyś utulę,
z bzami do Ciebie przyjdę, założę białą koszulę.
Tańczyć będziemy razem i brodzić w kwiecistych łąkach,
i wtedy już nie zapłaczę, gdy usłyszę ponownie śpiew skowronka.




Zamieszkałam na bagnach 
moich kobiecych emocji, 
złapałam się we wnyki 
mej pierwszej miłości.
Wyję do księżyca,
pobieżnie spisując me myśli,
liżę swe rany w nadziei,
że czas je jeszcze zabliźni.
Kosmos swym ogromem
przez serce me płynie, 
wciąż nie wiem kim jestem
w tej ziemskiej krainie.
W twym spojrzeniu i sercu 
gdzieś na dnie skrywana,
od ponad ćwierć wieku 
tulona, obecna, kochana.
Jednak pomimo wszystko 
gdzieś zagubiona,
ani nie przyjaciółka,
nie kochanka, nie żona.





niedziela, 1 maja 2016



Ruszyły na nas dwie ze zdwojoną siłą,
już nic w naszym życiu takie samo nie było.
Błądziłyśmy we mgle, otulone emocjami,
życie zatraciło sens, oddychałyśmy snami.
Mówiłyśmy sobie o wszystkim otwarcie,
ty poznałaś moje, a ja twoje wewnętrzne rozdarcie.
Co by się nie zadziało, było szczęścia ułudą,
ja wróciłam do pierwszej, ty pozostałaś z drugą.