niedziela, 14 grudnia 2014








a za mną chodzi fiolet...
zajrzałam gdzieniegdzie i ...

Fiolet to symbol poszukiwania, wolności i przestrzeni.

Osoby lubiące fiolet cechuje zamiłowanie do piękna, powaga, odpowiedzialność, tajemniczość i intuicja. Kolor symbolizuje też rzeczy nadprzyrodzone, jasnowidzenie. Innym znaczeniem koloru fioletowego jest też doskonała miłość.

Osoby które identyfikują się z kolorem fioletowym są zazwyczaj wielkoduszni, władczy, pełni ducha, bogaci w myśli, poszukują odpowiedzi na pytania egzystencjalne, bardzo uczuciowi i o dobrej intuicji.

Ludzie lubiący kolor fioletowy często uważają się za osoby religijne, a ponadto potrafią nie tylko pomóc sobie, ale innym w znalezieniu właściwej drogi. Jeśli ktoś należy do takich osób to będzie posłuszny samemu sobie. Fiolet także kojarzy się z majestatem i zazwyczaj oznacza najwyższą jakość. Powiązany jest też z czasem, przestrzenią i kosmosem.

Tajnym odpowiednikiem koloru fioletowego jest kolor biały. 

Gdy człowiek identyfikuje się z fioletem to z cała pewnością można powiedzieć, że jest pełny intuicji i uczuć, wielkoduszny oraz władczy.
Ze wszystkich kolorów ten posiada najwięcej intuicji, niczym ametyst pełen jest ducha i myśli. Ci, którzy go wybrali,  niekiedy kryją się w cieniu niczym fiołki, w innym zaś czasie są szlachetni i władczy niczym książęta. Posiadają jednak niezwykle (zarówno dla siebie jak i dla innych) zalety.
Ich wzrok kieruje się ku gwiazdom raczej niż ku ziemi. Z powodu swojej wrażliwości rzadko i z trudem ufają innym do końca.Wiele uwagi poświęcają oni sprawom ducha i inni uważają ich za religijnych. Niezależnie jak ich nazwać, przenika ich zawsze głęboka wiara. Czucie jest ich zaletą: umieją pomóc nie tylko sobie, ale i innym w znalezieniu właściwej drogi. Jeżeli do nich należysz, zawsze bądź posłuszny samemu sobie - doprawdy jesteś niczym klejnot wśród ludzi.


Przeczytałam, zapisałam, jeszcze raz przeczytałam - nic nie dodam, nic nie ujmę...
FIOLET :)


poniedziałek, 29 września 2014


Cisza przed burzą... tylko czy to błyskawice rozświetlą niebo czy jakieś gradobicie huknie z nieba z wielkim hukiem... na razie cisza...
Próbuję zebrać się w sobie...  tak jak teraz jeszcze nie było nigdy .... 
Należałoby co nieco poukładać, posegregować, nadgonić ale to ostatnie idzie mi straszliwie mozolnie... nawet rzekłabym ślimaczy się - oj to i tak ślimak  w porównaniu ze mną ma przyśpieszone tempo...
Co zrobić, żeby się zebrać w sobie i ruszyć do przodu?
Moje Dziecię się rozchorowało, jutro znów pełne niespodzianek... Choć ostatnio czuję się tak, jakbym otworzyła puszkę Pandory... wierzę jednak, że na jej dnie osiadła nadzieja...

Kiedy myślę o tym co dzieje się w obecnej chwili w moim życiu, powracam do obrazu wyburzanej Warszawy... Mam wrażenie, że wokół mnie same ruiny i zgliszcza...
Jednak ja niezłomnie, spokojna i wyprostowana będę trwać niewzruszona - nie ma na mnie takiej mocy, abym upadła, choć wiele mnie dotknęło, zraniło...  
Tyle siły, wewnętrznego pokoju i miłości daje mi moje Serce, Życie moje, moje Powietrze, które powróciło do mnie po długiej tułaczce...

Nie ma na nas mocnych... Damy radę :) 
Znów kocham całą sobą... oddycham :)


Tak bardzo, bardzo dużo dzieje się w moim życiu...


 Pandora otwierająca puszkę z nieszczęściami według obrazu Artura Rackhama.  

poniedziałek, 22 września 2014

No nie wiem.... nie wiem...
Zakładałam bloga by pisać, wylewać z siebie to, co akurat zakiełkowało lub przeszło już całą swoją metamorfozę...
A tu - więcej niepisania, niż pisania... to przez to, że nie mogę się do końca zdecydować, jaki charakter ma mieć to moje miejsce... A teraz mi przyszło do głowy, że nie ma co się nad tym roztkliwiać po prostu niech będzie to TU I TERAZ...


No tak...
Może jest KTOŚ, KTO zastanawia się co się dzieje - dlaczego nastała cisza i czy pomimo, że zamiera lato, to tu nadal wiosna...? Czy jest wiosna, czy KTOŚ KTO tu pisał także zamarł...?
Chciałam być tu anonimowa... pewnie, że nie dla WSZYSTKICH... mam mieszane uczucia - bo wiem, że zaglądają tu CI, co plują jadem i biją hipokryzją w każdym słowie, geście, spojrzeniu...
Teraz pytanie : być ICH pożywką, czy odnaleźć swoje miejsce na innych stronicach blogu?
Naprawdę nie wiem...
Czy pisząc do kogoś smsa jesteś pewien/pewna, że smsa odczytała osoba do której piszesz?
Czy pisząc z kimś na portalach społecznościowych, wysyłając wiadomość drogą elektroniczną jesteś pewien/pewna, że wiadomość odczytuje adresat dla którego/której przeznaczona była owa wiadomość ?
Ja już nie wierzę w poszanowanie godności, intymności drugiego człowieka, i to w związku i tu nie ważne czy formalnym, czy nie formalnym, czy ludzi lat naście czy dziesiąt.
Wkurza mnie takie coś - serio, a Was?
Nie wyobrażam sobie bym mogła wziąć telefon mojego partnera i prześledzić mu ostatnie rozmowy z przed tygodnia - "kto do ciebie dzwonił?", czy zagłębić się w lekturę wzajemnych smsów. Portale społecznościowe - to też pożal się Boże niezła pożywka dla wścibskiego nosa i niezdrowej zazdrości...
Nasze związki zabija brak zaufania i niska samoocena partnera, chore, niezdrowe relacje i sama jeszcze nie wiem co...

Ja nie śledzę rozmów mojego partnera, nie czytam jego poczty i nie wścibiam nosa w jego smsy i na razie pozostanę TU, bo chcę WAM powiedzieć, że w końcu jestem SZCZĘŚLIWA.

sobota, 5 kwietnia 2014

Kochani nastała WIOSNA!!!
Wiosna piękna i radosna :) Czujecie ją ?
Ja czuję, kiedy na rowerze rano jadę do pracy, zwłaszcza do jednej ze szkół w których pracuję... Jazda przez miasto nie jest niczym fascynującym, ale droga kiedy mijam ogrom pól, droga przez las... i ten cudowny śpiew skowronków... Tak niedawno narodziła mi się taka myśl, że ten śpiew skowronków to takie arie anielskie ziemskiego pochodzenia....
Uwielbiam ten poranny rześki wiatr na twarzy i ten ogrom przyrody... zapach ziemi... tak się cieszę, że mogę tego doświadczać, pomimo, że przyszło mi mieszkać w mieście.



A tu namiastka wiosny w moich czterech ścianach :)

sobota, 1 marca 2014


Dziś zamieszczam zdjęcia z dalszej części remontu... 
Remont miał trwać 7- 8 tygodni, oficjalnie do swoich czterech ścian powróciliśmy po prawie 4. ale miesiącach...
Nadal nie ma zlewu w kuchni, jesteśmy bez mebli w pokoju - przewóz mebli przewidziany jest na przyszły weekend... Mam tylko nadzieję, że naprawdę uda nam się go doprowadzić do skutku...
Najbardziej opanowana sytuacja jest u Dziecięcia :) zostały praktycznie dwie rzeczy, zawiesić żyrandol i zamocować siedzisko podwieszane... pierwotny cel ogólnie został osiągnięty, jednak już w głowie rodzą mi się kolejne pomysły i wiem, że bez wtajemniczania w nie mojego Pana i Władcy, w okolicy kwietnia/maja dokonam jeszcze pewnych zmian w umeblowaniu pokoju naszego Dziecięcia. 
Po zmianach jakie zaszły w łazience, obecne ustawienie pozostałych sprzętów nie współgra z moim poczuciem estetyki... jest pomysł, czekam na przyszły weekend i dowóz mebli...
Pokój dzienny wypełnia wolna przestrzeń... nie licząc dmuchanego materaca, drabiny i suszarki do ubrań... stoi też wiklinowy fotel i tyle... 
Smutno tu jakoś i mam wrażenie, że czas stanął w miejscu... 
Nie wspominając już o tym, że scenariusz filmu "Alternatywy 4" jest niczym,            w porównaniu z tym, co dzieje się u nas...  na początku tego tygodnia wchodząc do przedpokoju zostałam z klamką w ręce... tak fachowo majster dokonał montażu drzwi wejściowych... 
Może kiedyś zmobilizuję się do opisania tego, co działo się w czasie tych 4. miesięcy... teraz nie jestem w stanie... Bezsilność przeradzała się w łzy, nerwy ogromne lub w całkowity spadek energii...  

... no to teraz zdjęcia pomalowanych ścian...

przedpokój

 
pokój Dziecięcia 

 pokój "duży"

kuchnia

łazienka



A w taki oto sposób nasz pies dodał swoje dwie łapy w te przygotowania do zamieszkania na "nowym".
Pierwszy dzień, kiedy my w przedszkolu, w pracy, a pies w mieszkaniu... drzwi jeszcze w folii...




Zajebiste uczucie, kiedy patrzysz na TEGO jednego - jedynego i masz tą świadomość, że nie zamieniłabyś Go na żaden nowszy, lepszy model... Że jest On tym jednym, jedynym, z którym chcesz przejść przez życie, zestarzeć się, a nawet być tam, po drugiej stronie....
To NIESAMOWITE!!!!