sobota, 30 kwietnia 2016






Jak to z nami jest i z odbieraniem nas przez innych?  Jak my odbieramy drugiego człowieka? 
W jakich relacjach przychodzi nam żyć, wzrastać, przyjaźnić się, pracować...?
Nikt nie zaprzeczy, że są to myśli, które wywołują wiele emocji, tych pozytywnych ale też i tych trudnych...

Dziwi się czasem ktoś, że w momencie, kiedy zachodzą poważne zmiany w naszym życiu nagle mówimy o pogodzie, nie mając ochoty otwierać swego serca w tematach dla nas istotnych...

Czasem jest tak, że znając kogoś krótko, ale trwając w życzliwej atmosferze jesteśmy w stanie opowiedzieć całe nasze życie... 

Dlaczego jest tak, że czasem wspieramy się nawzajem, pomagamy sobie, otwieramy się przed drugim człowiekiem, idziemy w bardzo bliski zażyły kontakt i nagle BUM!, zaczyna wirować energia, nadciąga burza gradowa, czy pędzi na nas ze wzmożoną siłą huragan? 

Dlaczego jest tak, że ludzie, których odbieramy często jako naszych bliskich sercu towarzyszy, dla których jesteśmy w stanie i góry przenosić, potrafią z uśmiechem poklepać nas po plecach, w tonie serdeczności powiedzieć : "Jak bardzo się cieszę, że jesteś szczęśliwa." "Trzymam za was kciuki." "To cudownie, że udało ci się tak wiele osiągnąć." Nagle obracają się na pięcie i jeszcze mając przed chwilą serdeczny uśmiech dla ciebie, jazgoczą już do drugiej podatnej na jazgot osoby, mieszając cię z największym błotem i krytykując wszystko to, na czym są w stanie zawiesić swoje oko.
Ulewa im się wtedy niesamowita ilość jadu, aż się w swej bezradności opluwają... Człowiek wtedy robi tak wielkie oczy, bo nawet nie byłby w stanie wyobrazić sobie, że takowy słowo potok  jest ktoś w stanie powołać do życia. 

Co niektóre czują się wręcz możnowładczyniami  życia i śmierci - uważając, iż posiadły wszystkie możliwe rozumy, wiedzę i mają na tyle rozwiniętą intuicję, a może i wgląd w nasze życie, że są w stanie wybiec przed ciebie i stwierdzić czy związek w którym trwasz ma szansę się utrzymać? Czy rodzina, która pięknie ci rozkwita ma szanse wydać kolejny owoc? Czy miejsce w którym mieszkasz jest właściwym miejscem dla ciebie? Czy praca którą masz jest tym miejscem w którym jesteś w stanie się realizować?
Jeszcze potrafią wejść ci do portfela i osądzić, czy prowadzisz się gospodarnie czy nie, nie mając przy tym pojęcia jakimi środkami dysponujesz.

Są osoby, które tak bardzo potrafią przylgnąć do ciebie, że otoczą cię jak bluszcz, wyostrzają swój słuch, spojrzenie na każdy nawet najmniejszy twój gest, przejaw jakiejkolwiek inicjatywy, twoich relacji z najbliższymi, aby później sami przywdziać ten mizerny płaszcz pozbieranych okruchów twojego ja, aby podjąć nieudolną próbę odegrania choć skrawka twojego życia, starając się wejść w relacje z bliskimi ci osobami. 

Najbardziej bawi mnie, kiedy dochodzą mnie słuchy, że któraś z owych osób podzieliła się swoją myślą, przeczuciem:  wiesz ja jednak myślę, że ona.....
i zdaje relację z czegoś co zostało w jakimś czasie wypowiedziane przez ciebie... 
Proszę pani - jaka to twoja intuicja- to stwierdzenie faktu, który został tobie przedstawiony.

Jak kobieta, która sama nie potrafi utrzymać dobrych relacji z bliskimi swemu sercu ludźmi może pouczać ciebie w tym, jak ty masz postępować w stosunku do drugiego  człowieka, no jak? Trącając nienawiścią, chęcią niszczenia pozytywnych, choć trudnych  relacji tylko dlatego, bo zakończył się jakiś etap w waszym wspólnym życiu?
Jak można być takim .......... brak mi określenia, by wzrastać przy kimś, nabierać siły, aby nagle zakraść się w twoje relacje z partnerem i podburzać przeciw temu co trwa... Jak bardzo trzeba być zaburzoną osobą, jak bardzo trzeba upaść nisko?

... i co ty z tym masz teraz zrobić?

Jeśli pojawiały się takie sytuacje, zawsze byłam ponad to, nie wiem czy te trzy Gracje- w tym wydaniu boginie obłudy, nienawiści i pychy, myślą, że nic do mnie nie dociera, że nie wiem co się dzieje??? 

Ile jadu, zawiści, jak bardzo nudnego życia trzeba doświadczać w swojej egzystencji, by tak bardzo być zaabsorbowanym życiem drugiej osoby, z którą notabene ma się bardzo sporadyczny kontakt. 

Jak bardzo trzeba świecić, jak bardzo trzeba być dobrym człowiekiem, aby inni nie mogąc znieść twego widoku, muszą posuwać się do tego, aby cię opluwać i wiecznie obrzucać błotem?

Jak można bić w nienarodzone Dziecię, kiedy swoje własne postrzega się przez pryzmat projektu? Jak można zacierać ręce na myśl o rozstaniu z bliskim sercu człowiekiem, kiedy samemu wiecznie smaga się batem podejrzliwości, emocjonalnego szantażu tego, którego podobno się kocha? 

Jak można wiecznie obwiniać wszystkich wokół za to, że twoje życie nie wygląda tak, jak by się chciało żyć, że ma się na nie inne wyobrażenie, niż w rzeczywistości? Jak można za wszystkie swoje niedogodności, nieumiejętności obciążać najbliższych ludzi? W pracy zwalać na wszystkich wokół każde potknięcie tej, która jest w swoim mniemaniu ponad wszystkich innych?

A jednak można.  Można kogoś inspirować, można kogoś oślepić swym blaskiem, można swoim życiem zamieszać komuś w jego własnym - można.


To jest tak jak z kwiatem, który rośnie na łące... Choć kwiat jest cały czas ten sam, inaczej na niego spojrzy każdy z nas, inne znaczenie będzie miał dla różnych osób. Inaczej popatrzy na nie dziecko, inaczej kobieta, a jeszcze inaczej starzec. Kiedy do tego dopiszemy jeszcze nasze doświadczenia życiowe, role w jakie wchodzimy, okaże się, że inaczej kwiat odbiera przyrodnik, inaczej florystka, a jeszcze inaczej inżynier budowlaniec, który za miesiąc ma w tym miejscu rozpocząć budowę osiedla... 
Dziecię może popatrzy się z uśmiechem i zerwie kwiat dla swojej najwspanialszej na świecie mamy. Kobieta spoglądając na kwiat, może powie z wdzięcznością w sercu: dziękuję Boże za ten cud natury. Starzec pochyli się delikatnie i uśmiechnie podróżując w pamięci w wehikule czasu... Przyrodnik otoczy go swą jak największą, przenikliwą uwagą. Florystka może zechce zerwać i wyczarować swój własny ogród cudów natury. Co do inżyniera, inżynier budowlaniec możliwe, że wcale go nie zauważy - tak będzie skupiony na planowaniu przyszłej pracy... 

Tak jest z nami - my choć wciąż ulegamy zmianie, wciąż się uczymy, rozwijamy, wzrastamy, choć wciąż jesteśmy jedną i tą sama osobą, jesteśmy także odbierani różnie przez różne osoby... Jesteśmy postrzegani przez emocje, uczucia, role społeczne jakie sprawujemy, przez nasze relacje jakie mamy z drugim człowiekiem. Ludzie odbierają nas na wiele sposobów i z różnych perspektyw, w zależności od ich doświadczeń, wewnętrznego rozwoju, empatii, intelektu.

Dlatego jeśli ktoś ciągle szamocze się w swoim życiu, nie może odnaleźć w sobie wewnętrznego spokoju, brak mu miłości do drugiego człowieka, nie wspominając już o braku miłości i ciepła do siebie samego, to jak ma być inaczej ???
Będzie takie bicie, będzie takie szemranie - bo to są osoby, które nie potrafią inaczej, nie wykształciły w sobie jeszcze pewnych umiejętności odczuwania i postrzegania tego co wokół i w nich samych. Brak im pokory życia...  jednak dziwi mnie fakt, że zapominają o jednym: co siejesz - to zbierasz; co ofiarujesz - wraca do ciebie ze zdwojoną siłą... 

Jeśli dzieje się tak w twoim życiu, że ktoś ci tak złorzeczy, obrzuca cię błotem, bije w ciebie czym tylko popadnie, mówiąc przy tym nieprawdę, siejąc zakłamanie, to nie jest twój problem. To w jaki sposób ktoś postępuje świadczy o nim - nie o tobie. To co mówi i jakimi przy tym bije emocjami świadczy o nim - nie o tobie. 

Co zrobić? Bić tak samo? Aż gdzie - nie ma sensu zniżać się do tego poziomu.
Po co tracić swój czas, swoją energię i witalność na taki ferment. 

Przejdź obok tego, zadbaj o siebie i relację z bliskimi ci ludźmi, odsuń tych ludzi od siebie, nie po to by im urągać, ale aby nie zatruwali twojego cudu istnienia. Kiedy kolejny raz poczujesz, że znów w ciebie rzucają błotem - uczcij to minutą ciszy, nie płacz nad nimi, nie warto... niech idą na własne zatracenie...

Bądź sobą, bądź ponad to, a dobro do ciebie wróci. 


wtorek, 26 kwietnia 2016








Czasem jest tak, że nawet nie obejrzysz się, a świat twój staje do góry nogami... uśmiecha się zawadiacko i przesyła ci myśl dogłębną i realną : i co teraz z tym zrobisz? 

Kiedy patrząc na to, co się w nim dzieje, uśmiechasz się sama do siebie i dostajesz jeszcze w bonusie skrzydła, czujesz, że płyniesz w przestworzach i nie ma mocnych, aby ktokolwiek zawrócił cię z tej drogi - czujesz, że żyjesz... 
Siły dodają nam nasze uczucia, nasi bliscy, kochani nam ludzie... sens życia odnajdujemy w różnych aspektach ludzkiego życia, w tych, które akurat my wynosimy na piedestał swojego ziemskiego żywota...
Pielęgnujemy w sobie to, co jest dla nas bezcenne, z czym się identyfikujemy, co napędza nas do działania, pozwala nam złapać oddech...

Przychodzi jednak czasem taki moment, że puka do naszych drzwi ten drugi Towarzysz naszego ziemskiego żywota, którego czasem przybycie zwiastuje silny podmuch gniewnego wiatru, mocniejszy deszcz podejrzliwości, czy huragan uczuć.  Przyodziany w mglistą pelerynę, z kapturem ozdobionym znakami zapytania, z butami odciskającymi ślad niepewności, staje przed nami z głęboko wymownym zapatrzeniem i myślą dogłębną, realną : już czas, czas na wzrastanie...

No i co? i co z tym zrobisz???

Ja? Złapię oddech i pójdę boso przez wachlarz zieloności mchu, poprzez mgłę...  Pójdę boso przez zieloność dzikich traw... Pójdę... Jeszcze nie raz...

Bo kto powiedział że... 
Wzrastanie - że to łatwe? 
Oczyszczenie - że trwa ułamek sekundy?
Pamiętanie - że nie jest jak zapominanie?
Kochanie - kto powiedział, że poznał wszystkie barwy miłości?

Życie to uczucia, emocje, to ciągłe doświadczanie tego, co wokół, to płynięcie na falach rzeki Życia... 
... to potykanie się, upadanie i ciągłe podnoszenie... to wędrowanie wciąż przed siebie... to uczenie się siebie  wciąż od nowa... popełnianie błędów, by czuć mocniej, wiedzieć więcej, żyć głębiej... korygować zaplątane ścieżki, by wciąż podążać swoją drogą... by umieć być człowiekiem...

Czasem trzeba zakląć w sobie milczenie...
Czasem trzeba nauczyć uśmiechać się do siebie...
Czasem trzeba pozwolić otulić się emocjami...
Czasem trzeba pozwolić sobie na wewnętrzną kołysankę, 
by na dnie serca utulić i ukołysać to co dla nas cenne... 

Nie zabijać, nie rodzić gniewu, nie być pamiętliwym, nie złorzeczyć...  Nie ze względu na innych, ale właśnie ze względu na samego siebie - bo to, co jest w twoim sercu jest tobą, a tam przepływa i wzrasta miłość do całego świata - aby ją poczuć musisz iść przez miłość do samego siebie...

Tak naprawdę nie wiesz wstając rano, komu przyjdzie ci dzisiaj otworzyć drzwi...
Nie wiesz, co wywoła twój uśmiech na twarzy, kto podaruje ci radość serca, a kto zatroskanie...

Jednak pamiętaj to twoje życie i ty decydujesz, kto w nim pozostaje...

...a nóż dnia jutrzejszego zza chmur wyjrzy słońce i porazi cię pięknem kosmosu, świat ci sprzyja, trzeba tylko wziąć delikatnie oddech, uśmiechnąć się do siebie, rozejrzeć się dookoła...
Kiedy gonisz szczęście - ono ucieka, kiedy odpuszczasz - samo siada na twoim ramieniu mówiąc - a widzisz - jestem, zawsze byłem tuż obok, obok ciebie :)





środa, 20 kwietnia 2016



Ostatnimi czasy dużo piszę.
Piszę listy, pamiętnik i dzielę się myślami na AbRaKaDaBrA...
Pewnie jest to mój sposób - jeden z wielu na oczyszczenie, wzmocnienie i działania twórcze, czy też jakby to nie zwał - terapeutyczne działanie...
Na uwolnienie Miłości i całej tej MOCY, która tak pięknie we mnie rozkwita.

Dziś podczas rozmowy z jedną z Czarownic usłyszałam : "czyli domykasz furtki".

... i tak sobie pomyślałam, że faktycznie może to tak wyglądać ale niekoniecznie tak jest :)
BO... niektóre zamykam na klucz i puszczam wokół nich gęsty bluszcz...
...są i takie, które przymykam z uśmiechem i zostawiam zapaloną latarnię - tam zawsze będzie bić światło... tam zawsze moi Bliscy sercu znajdą schronienie... Czekam na Nich z delikatnym uśmiechem i kubkiem gorącej herbaty, czy czekolady...
... jest też furtka, do której jest tylko jeden klucz - jest on tylko jeden... nie mam go ja... Furtka moja, klucz strzeżony... To furtka otulona Magią i wszystkim tym ponad... cicho sza! AbRaKaDaBrA!
... i jest jeszcze jedna taka otwarta na oścież i tylko dla tej Jednej Jedynej ta brama, bo tylko Ona może przejść tą ścieżynę. Furtka, której zamykać nie trzeba, bo ujrzeć jej nie sposób, jeśli to nie Ta patrzy co trzeba :)

Uwielbiam tą różnorodność.
Kocham moje AbRaKaDaBrA!

wtorek, 19 kwietnia 2016




Pamiętaj, nawet jeśli bardzo kochasz nie łap oddechu pośpiesznie.
Naprawdę nie chodzi o to, aby być jak najdłużej ze sobą,
ale aby jakość bycia razem królowała ponad wszystko to, co wokół was.
Jeśli kochasz, będziesz potrafić puścić wolno.
Jeśli puścisz nie znaczy to, że kochasz mniej, wręcz przeciwnie -
kochasz jeszcze bardziej...


















POMARAŃCZA

MUŚNIĘCIE DŁONI SPOJRZENIEM
NIGDY NIE MYŚLAŁAM, ŻE POMARAŃCZA
TO TAK WIELE ŁEZ MOICH
ONA TEŻ PRÓBUJE WYMKNĄĆ SIĘ
          GRAWITACJI
KTÓRA DŁOŃ JĄ PRZYGNIATA?
WCIĄŻ PODRZUCAM JĄ DO GÓRY
A ONA PRÓBUJE ZADRŻEĆ W NIEWAŻKOŚCI
CHCIAŁABYM JĄ DELIKATNIE PIEŚCIĆ DŁONIĄ...
KALECZĄCO CZYNIĘ TO SPOJRZENIEM
dziś pomarańcza wsunięta do kieszeni mojej kurtki
próbuje stać się moją rozkoszą
SPADAM RAZEM Z POMARAŃCZĄ
CZY MOŻESZ NAS ZŁAPAĆ?
GDZIE TWOJE DŁONIE?!
PRÓBUJĘ ZNALEŹĆ KOGOŚ OBOK
WYCZUĆ DRŻENIE POD DOTYKIEM  CZYJEJŚ DŁONI
- JESTEM SAMA -
DRŻĘ - Z ZIMNA
           - ZE STRACHU (ŻEBY TYLKO NIKT NIE ODKRYŁ TEGO,
             ŻE PRÓBUJĘ ZADRŻEĆ W UCIECZCE PRZED ZIMNEM)
TAK BARDZO CHCIAŁABYM UNIEŚĆ SIĘ
W TWOIM SPOJRZENIU.
MOJE STOPY STAWIAJĄ POSŁUSZNIE ODBICIA :
- " BO TAK TRZEBA "
CZASAMI ODGRZEWAM NA TLĄCYM SIĘ OGNIU  MOICH MYŚLI
KAWAŁKI WYDARTYCH BRZMIEŃ
NIE JESTEM W STANIE UPCHAĆ WSZYSTKIEGO
POD I NA SZAFIE.
(PIESZCZĄC POMARAŃCZĘ PŁYNĘ
-    WIESZ?
                       TAM GDZIE NIE MOGĘ.)
GRAWITACJA WYPEŁNIA MNIE W CORAZ TO
WIĘKSZYCH KOMNATACH,
JESZCZE UMYSŁ KOCHA SIĘ Z NIEWAŻKOŚCIĄ,
DŁONIE PIESZCZĄ POWIETRZE
A OCZY RONIĄ NAJCZULSZE ŁZY.


Z listu do Przyjaciela :)

... kiedyś pisałam do szuflady lub karmiłam płomienie...



sobota, 16 kwietnia 2016



"Podobno największym komplementem dla Twórcy jest plagiat".
Tekst, który powala mnie ostatnimi czasy na kolana, zapadł w serce i bawi jak żaden inny... Króluje :)

Otóż dzieje się nieudolna sztuka odtworzenia tego, co zaistniało - co jest i trwa w przestworzach.
... i oto pochwycona została myśl ulotna...
... a do tego jeszcze widok tych, którzy upajają się błogostanem, nie wiedząc na co patrzą... a wydawałoby się, że u niektórych to taka empatia czy inteligencja...

Już baranek prowadzony jest na rzeź... a idźże na własne zatracenie...
Tylko Twórca wie co stworzył, tylko On przeszedł proces tworzenia,
tylko On zaklął w nim swoje emocje, energię, jestestwo...
Pozory często mylą...
Uważaj o co prosisz - może się spełnić...
... i pamiętaj : To co zasiewasz - to zbierasz z podwójną mocą...
Ja nie gdybam - ja wiem.



Już pętla pieści twą szyję... już teraz nie dziwi twoje osamotnienie...
ułuda zniknie...  ta co próbowała ci pomóc już nie wróci...
tik - tak, tik - tak - zginiesz.


Świeca płonie spokojnym płomieniem, wypala się w dostojnym blasku...
Nigdy nie doświadczysz stosu Wiedźmy, tam nie doświadcza oczyszczenia robactwo...

AbRaKaDaBrA


środa, 6 kwietnia 2016



Wiosna kwieciem zaczyna przyozdabiać zielonobarwny kobierzec,
a tu Anioł mocą swej bieli zasłał zielony dywan.
Bogactwem ogromnym jest umiejętność uśmiechania się do samego siebie,
czerpania z chwili tego, co mamy bezcenne.






Wszechświat jest NIESAMOWITY!!!
Na wszelkie zawirowania - przychodzi wyciszenie,
na każdą ślepotę - objawienie,
na każdą niemoc - siła,
na każdy jad - miłość.

Dziękuję :)





Ten post  będzie o Miłości.
Macie w sobie Miłość ponad pożądanie, ponad własne oczekiwania?...
Miłość która jest, trwa, przepływa... ? Miłość niczym nieograniczona...?

Życzę Wam takiej Miłości bo to ta jedyna, właściwa...


Miłość łaskawa jest, cierpliwa jest, miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, lecz współweseli się z prawdą, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję...
Miłość bezwarunkowa nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego, wszystko przetrzyma, ona nigdy nie ustaje.
Jeśli kochasz bezwarunkowo zachowujesz szczerość, darzysz miłością bezwarunkową,całkowitym zaufaniem, przyzwalaniem na bycie sobą, zaangażowaniem bez warunków.

Kochać kogoś bez żadnych warunków, nawet jeśli ten jeden jedyny nie zaspakaja twoich potrzeb, ty nadal kochasz go, darzysz go miłością bezwarunkową...
Jeśli zdarzy się tak, że obudzisz się pewnego ranka i stwierdzisz, że bycie z drugą osobą ci nie służy, wręcz przeciwnie ogranicza ciebie i po woli zabija - należy ten wgląd uszanować. Nie należy go lekceważyć, bo może się okazać, że nagle związek w którym miałaś wzrastać, po prostu cię wyczerpuje, wysysa z ciebie całą energię... z biegiem czasu zlekceważenie swego wglądu nie przysłuży się ani tobie, ani twojemu partnerowi, wręcz przeciwnie, może powoli zabijać  was oboje....

To, że kochasz kogoś bezwarunkowo nie oznacza, że dajesz mu przyzwolenie na znęcanie się nad tobą, igranie twoimi uczuciami, trwanie w związku w którym brak ci powietrza...

Miłość bezwarunkowa to miłość w której oboje ludzi nawet, kiedy postanowią, że nie będą już dalej przejawiać na zewnątrz swego związku, to jednak oboje zachowują szacunek wobec wspólnej przeszłości i w sercach swoich nadal żywią do siebie nawzajem bezwarunkową miłość.
W ostatecznym wymiarze nigdy nie istniejesz w odosobnieniu, w oderwaniu od innych.
Odrębność to złudzenie, nie ma możliwości, abyś odsunęła się od tej osoby.
Jeśli kochasz kogoś bezwarunkowo, oznacza to także odejście od niego z miłością, gdy działania naruszają granice naszej osoby, a nie z urazą, gniewem...
Zachowujesz szczerość, a jednocześnie dajesz możliwość drugiej osobie ujrzenia samego siebie w całej jaskrawości i podjęcia kroków dla ratowania poczucia własnej wartości i  wzrastania w szacunku i miłości do siebie samego.

Taki rodzaj miłości, jej energia odciska na nas wszystkich swój ślad, a każdy z nas reaguje na nie jak potrafi... Niektórzy wypierają, inni współbrzmią, inni odosabniają, jeszcze inni unoszą się wraz z jej mocą...

Szczerość należy zachować wobec siebie, bo miłość bezwarunkowa nie tyczy się tylko naszych partnerów ale i nas samych... My jesteśmy przekaźnikiem tej ogromnej mocy, i sami z niej czerpiemy i sami w niej wzrastamy. Czy możemy darzyć kogoś miłością bezwarunkową, nie mając jej samej dla siebie?

W związku nie chodzi o to, aby poświęcić się dla drugiej osoby ale przy niej wzrastać, będąc przy tym uczciwym wobec siebie i partnera, dążąc siebie i jego szacunkiem , a wtedy takie wzrastanie przyczynia się dla rozwoju związku, poprawia jego jakość i pomaga we wspólnym wzrastaniu...

Chcesz wzrastać w związku, gdzie króluje miłość bezwarunkowa?
Odpowiedz sobie na pytanie: Czy byłabyś w stanie kochać i zaakceptować partnera bez żadnych warunków, gdyby w swoim rozwoju nigdy nie miał wyjść poza swój obecny stan istnienia?

Inną kwestią jest to, czy twój partner jest w stanie darzyć Ciebie takim uczuciem, czy sam wzrasta w miłości bezwarunkowej... Prawda jest taka, że możesz odpowiadać tylko za siebie.


Może właśnie o to chodzi, kiedy słyszymy skup się teraz na sobie - nie chodzi o egocentryzm, o odcięcie się od innych ludzi, związków, relacji, ale o to, aby skupić się na swoich emocjach, uczuciach, działaniach jako na tych, na które mamy wpływ i za które możemy brać odpowiedzialność... będąc w różnych relacjach wzrastamy, rozwijamy się, doświadczamy, poznajemy siebie, i tylko na swoje decyzje, wybory mamy realny wpływ...









Rozmowa - oczyszcza, a miłość - uwalnia.
Cisza paraliżuje, ogałaca, rani, porzuca...
Rozmowa - oczyszcza, a miłość - uwalnia.
Złość osłabia, targa, wbija w ślepy zaułek...
Rozmowa - oczyszcza, a miłość - uwalnia.
Pożądliwość - oślepia, omamia, zabija...
Rozmowa - oczyszcza, a miłość - uwalnia.
Czas odmierza sekundy pragnień, bytu,
poplątanych myśli, naiwnych marzeń...
Czas dany nam na tu i teraz - minął.
Zatrzymały się wskazówki zegarów,
na tę jedną jedyną chwilę...
I słychać tik - tak, tik - tak  zegarów tykanie,
ponownie nasza przepowiednia przed nami staje.
I znów od nowa, Twoja i moja  Droga nowa,
wszystko przez nas przechodzi, przepływa,
nie chcę aby ta droga była wyboista, niczyja.
Chcę by przyszło Ci na niej wzrastać,
ubogacać siebie, oddychać pełnią życia,
doświadczać na tu i teraz siebie.
Rozmowa - oczyszcza, a miłość - uwalnia.
Teraz wiesz co było - jest - będzie.

Uwalniam Cię od siebie AbRaKaDaBrA
Rozwiązuję ostatnią nić  AbRaKaDaBrA
Dziękuję za Ciebie i siebie AbRaKaDaBrA







Ten zapis postu we wcześniejszym zamyśle miał wyglądać inaczej,
jednak w ostateczności przyjął taką a nie inną formę.
Forma - formą, a ja czuję się prze szczęśliwa.
Nie wiem jak ja to robię :)











niedziela, 3 kwietnia 2016








Obrączki - zamknięty początek i koniec... wiara, że każdy koniec jest nowym początkiem... początkiem, który nie ma końca...
Obrączka, magia zaklęta w kole,  która chłonie i tworzy bez końca...
Wiara w Miłość, wiara w drugiego Człowieka, że oto on właśnie, że na zawsze, że na wieczność...
Obrączki - nadzieją na tą jedną  - jedyną Miłość, która dopełni się w nas tu i teraz.
Obrączka - ta pierwsza  i ta ostatnia.
Ja jestem TWOJĄ PIERWSZĄ i chcę BYĆ TĄ OSTATNIĄ.

AbRaKaDaBrA









Zamykam Księgę na cztery spusty.
Przeganiam mrzonki i marzenia na cztery strony świata.
Kłaniam się Słońcu i Księżycowi za ten czas.
Uwalniam Ciebie.
Zaklinam ciszę.




Najpierw było mocne uderzenie w klatkę piersiową i ogień w całym ciele.
Potem pojawiłeś się w promieniach letniego słońca, otulony konarami drzew Zielonego Lasu i zapytałeś bez zbędnych ceregieli : Asia jak to robimy?
Był spacer po ziemi, rozmowy w chmurach i rozgwieżdżone niebo...

Przeszłam na drugą stronę swojego JA i cały mój świat runął w gruzach.
Ruiny i zgliszcza bywają konstruktywne...
Nie było takiej siły, nie było takiej mocy, która mogłaby zawrócić mnie z tej drogi...

Biegłam za Tobą, do Ciebie, ku Tobie.

Unosiłam się nad ziemią 7 mil,  promieniałam całą sobą, okryta woalem tajemnicy prawie 9 miesięcy...
Kiedy wyklułam się w końcu w ziemskim świetle obok Ciebie, wzięłam pełen oddech...
Byłam PRZE SZCZĘŚLIWA!!!

Było tak wiele spotkań, poznawanie siebie nawzajem od nowa, chłonięcie siebie bez żadnych ograniczeń. Odkrywaliśmy na nowo każdy zakamarek naszej fizyczności, duchowego bytu.
Metafizyka była na porządku dziennym...

Kochanie, czarowanie, zaklinanie...

Były intensywne w czasie spotkania. Dla mnie pokonywałeś góry i pędziłeś przez przestworza, były tęsknoty i łzy, była walka, którą toczyłeś sam ze sobą aby nie rzucić tego co jest tam, po drugiej stronie granicy i nie zatracić się w świecie pod nazwą MY.

Patrzyłeś na mnie tak jak nikt inny. Pousuwałeś blokady, obnażyłeś całą moją nagość bytu na tu i teraz, by wydobyć tyle piękna, ile tylko potrafiłeś dostrzec. Słowa płynące z Twojego serca otulały mnie ogromem pięknego, szczerego uczucia: czarowanie - dawanie - odbieranie. Wywoływałeś tyle potoków wzruszeń...
Składałeś pokłony i nosiłeś mnie na rękach, doświadczałeś tego czego myślałeś, że  nigdy w życiu nawet nie dotkniesz, a tu przesiąkłeś.

Zabrałeś mnie do Istoty pradawnej Matki Natury, pozwoliłeś czerpać ze źródeł energii, rozbudziłeś we mnie moją kobiecość, nie myślałam nigdy, że mam TO w sobie... uświęciliśmy Matkę Naturę otuleni konarami drzew, w wymoszczonym mchu narodziliśmy się na nowo.
Jakże jestem wdzięczna za nasz KOSMOS.

Kolejne miesiące nagradzane tęsknotą, wyczekiwaniem, pocałunkami i byciem razem na tu i teraz. Wzajemne wspieranie się w codziennych górkach i pagórkach, plany - wciąż pisane od nowa scenariusze, a życie dalej pokazywało nam gdzie jest teraz nasze miejsce...
Uważaj, o co prosisz - może się spełnić...

i nagle...
... za dużo, za ciężko, za mglisto, niełatwo...
... i właśnie teraz dobijasz to, co miałeś najcenniejsze...  Miłość w czystej postaci...
powalasz, okładasz po twarzy i dusisz z całych sił w gniewie, w bólu, w bezradności, we łzach...

To nie nad Miłością trzeba płakać, to trzeba zapłakać nad Człowiekiem.

Miłość łaskawa jest, cierpliwa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, lecz współweseli się z prawdą. Wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję...

Taką miłość mam do Ciebie. Ona jest MOJA; ogromna, silna, niezłomna... przetrwała tyle lat uśpiona, wybudziła się w cudnym czasie z letargu snu, by znów spocząć na dnie mojego serca...
Ja ją ukołyszę, utulę, zaśpiewam piosenkę...

A cisza? Cisza paraliżuje, wpędza w ślepy zaułek, ogałaca, rani...


sobota, 2 kwietnia 2016



Kiedy na Twej drodze stanie Wiedźma - będziesz wiedzieć.
Kiedy Jej spojrzenie skupi się na Twojej osobie  - dostrzeżesz to.
Kiedy wyciągnie dłoń ku Tobie - poczujesz to.
Kiedy przyjdzie Ci wesprzeć się na Jej ramieniu - narodzisz się na nowo.
Kiedy nadejdzie ten czas - ...