"batem niepewności smagasz moje ciało" - napisałam kiedyś w jednym z moich tekstów... przy nim zamieniałam się w słup soli, przepalały się we mnie wszystkie styki, kolbki synaptyczne wybuchały przy wzmożonej sile... tak było i w uszach zamiast dźwięków odbierałam obraz tysiąca fajerwerków... przestawałam racjonalnie myśleć bo na głowie miałam problem z zachowaniem grawitacji...
teraz mój obecny luby regularnie smaga mnie batem niepewności, ciszy, złośliwości i urojonego przyzwolenia do złapania oddechu... był czas kiedy mu wierzyłam... teraz nie uwierzę już w nic... ciekawa jestem czy fakt, iż mnie zabija sprawia mu radość czy obdarza satysfakcją? NIKT MNIE TAK W ŻYCIU NIE OKŁAMAŁ JAK TY! SŁYSZYSZ! NIKT JAK TY!!!!
