Dziś zamieszczam zdjęcia z dalszej części remontu...
Remont miał trwać 7- 8 tygodni, oficjalnie do swoich czterech ścian powróciliśmy po prawie 4. ale miesiącach...
Nadal nie ma zlewu w kuchni, jesteśmy bez mebli w pokoju - przewóz mebli przewidziany jest na przyszły weekend... Mam tylko nadzieję, że naprawdę uda nam się go doprowadzić do skutku...
Najbardziej opanowana sytuacja jest u Dziecięcia :) zostały praktycznie dwie rzeczy, zawiesić żyrandol i zamocować siedzisko podwieszane... pierwotny cel ogólnie został osiągnięty, jednak już w głowie rodzą mi się kolejne pomysły i wiem, że bez wtajemniczania w nie mojego Pana i Władcy, w okolicy kwietnia/maja dokonam jeszcze pewnych zmian w umeblowaniu pokoju naszego Dziecięcia.
Po zmianach jakie zaszły w łazience, obecne ustawienie pozostałych sprzętów nie współgra z moim poczuciem estetyki... jest pomysł, czekam na przyszły weekend i dowóz mebli...
Pokój dzienny wypełnia wolna przestrzeń... nie licząc dmuchanego materaca, drabiny i suszarki do ubrań... stoi też wiklinowy fotel i tyle...
Smutno tu jakoś i mam wrażenie, że czas stanął w miejscu...
Nie wspominając już o tym, że scenariusz filmu "Alternatywy 4" jest niczym, w porównaniu z tym, co dzieje się u nas... na początku tego tygodnia wchodząc do przedpokoju zostałam z klamką w ręce... tak fachowo majster dokonał montażu drzwi wejściowych...
Może kiedyś zmobilizuję się do opisania tego, co działo się w czasie tych 4. miesięcy... teraz nie jestem w stanie... Bezsilność przeradzała się w łzy, nerwy ogromne lub w całkowity spadek energii...
... no to teraz zdjęcia pomalowanych ścian...
przedpokój
pokój Dziecięcia
pokój "duży"
kuchnia
łazienka
A w taki oto sposób nasz pies dodał swoje dwie łapy w te przygotowania do zamieszkania na "nowym".
Pierwszy dzień, kiedy my w przedszkolu, w pracy, a pies w mieszkaniu... drzwi jeszcze w folii...