piątek, 14 czerwca 2013
Cottoni: Nie wszystko musi być sexi!
Cottoni: Nie wszystko musi być sexi!: Nie wiem jak Wy, ale ja mam serdecznie dość tej propagandy! Przyszło nam żyć w dziwnych czasach, kiedy to wszystko musi być sexi. Od te...
niedziela, 9 czerwca 2013
sobota, 8 czerwca 2013
Łąka jak z bajki, łąka jak ze snu, łąka moich marzeń...
Kiedyś jak miałam te parenaście, ...dzieścia lat, z moją Babcią Jasią tak we dwie, oparte o drewniany płot rozmyślałyśmy o tym jak to będzie cudnie, kiedy przemienię sobie nasze wiejskie komórki w domek moich marzeń... z drewnianym tarasem, wiklinowymi meblami, drewnianą huśtawką... Sad nadal będzie rodził maleńkie czerwone jabłuszka, które to moja Babcia i moja Mama skrzętnie przechowywały na czas Świąt Bożego Narodzenia, a ludzie z wyprzedzeniem zamawiali sobie po torebce lub dwie (torebki po cukrze - to były czasy) aby na ten czas pełen magii, przystroić nimi swoje choinki:) Grusza, która miała owoce o smaku gruszkowo-miodowym:) nigdy nie mogłam się najeść powidłami Cioci Magdzi :) Śliwy i wiśnie:) ... Cała droga do domku miała zaczynać się od strony Polnej Uliczki i przechodzić przez cały sad, aby wejść na upragnioną werandę mojego domostwa :) W tej całej podróży, każdemu, kto miał wejść do mojego ogrodu, towarzyszyć miała magia, gdzie zmysł węchu i wzroku miał przechodzić istną ucztę przygotowaną przez samą Matkę Naturę:)
Aksamitki, kosmosy, lwie paszcze, rumianek polny, stokrotki, fiołki, niezapominajki, astry, dzwonki polne, lawenda a przy oknach malwy... Co roku miałam przemieniać się we Wróżkę i pomagać Matce Naturze na tym fragmencie padołka ziemskiego tworzyć ten pełen magii natury obraz...
Jednak tak to już jest, że my marzymy, a życie pisze swoje scenariusze...
środa, 5 czerwca 2013
W tej chwili ktoś włącza pralkę, ktoś myje naczynia, ktoś robi sobie kawę, ktoś odkurza, ktoś czyta książkę, ktoś wertuje strony na necie, ktoś robi zdjęcia, ktoś rozmawia z koleżanką, ktoś jest w pracy, ktoś dżemie, ktoś ogląda film, ktoś słucha muzyki, ktoś bawi się z dzieckiem, ktoś się uczy, ktoś maluje, ktoś jest na zakupach, ktoś coś... a ja siedzę i trwam w bezruchu - właśnie nastała ta przełomowa chwila - czy spełni się moje marzenie?
wtorek, 4 czerwca 2013
Kocham stopy mojego Dziecięcia:) Kiedyś poznałam Szymona, który biegał zawsze na bose stopy to tu, to tam... rozumiał mnie jak nikt, znał mój stan ducha i był zawsze przy mnie choćby nie wiem co... no chyba, że Go poprosiłam, aby "popilnował" kogoś innego...
Był czas, że miał bardzo dużo pracy, bo wiecznie Go ganiałam z prośbami a to tu, a to tam...
Teraz odpoczywa, przysiadł na kamieniu, na skraju lasu, oparł podbródek o prawą rękę i rozkoszuje się widokiem i dotykiem jednego z najcudowniejszych darów Bożych - znaczy o mech mi chodzi...
Kocham jego fakturę, barwę, intensywność zieleni... nie mogę nim nigdy nasycić wzroku...a co dopiero czuje mój Anioł?
Teraz w moim życiu ważną, a tak naprawdę najważniejszą Osobą stało się moje Dziecię - SZYMON - przy którym odnajduję pokój ducha, wskrzeszam radość serca i powracam do lat z dzieciństwa... Dziękuję Ci, że jesteś mój Synku:* Dziękuję:)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



