poniedziałek, 22 lutego 2016


Moje okna widokiem na mój świat...

Kiedy przyszło mi zamieszkać w mieście, nie umiałam sobie z tym za bardzo poradzić...
Brakowało mi widoków łąk i lasów, które otaczały mój dom, nie wspomnę już o porannym budzeniu przez żurawie, czy zapachu ziemi niesionego delikatnie przez wiatr...
Choć niedaleko kamienicy znajdował się park, zasłonięty był on przez kolejne budynki, którym smutku  dodawały dostawione garaże i ogromny plac parkingowy...

Nie mogło być tak, aby ta szarość zaglądała do moich okien, postanowiłam cisnąć w nią pozytywną energią...

Tak wyglądały moje okna. Co znajdę - z biegiem czasu będę dorzucać :)  


















Jeszcze słów kilka o nowym starym...

Ostatnimi czasy sami widzicie - moje myśli krążą wokół czterech ścian...
W listopadzie 2013r. i w marcu 2014r. zamieściłam wpis dotyczący remontu mieszkania mieszczącego się także w wiekowej kamienicy :) Było to mieszkanie w którym ogólnie spędziłam 7 lat. W związku z podjętymi decyzjami i wywróceniem życia do góry nogami,  nie było mi dane pomieszkać w nim przez dłuższy czas już po remoncie... 

Chciałam Wam jednak pokazać jak to wyglądało, kiedy udało nam się doprowadzić prace remontowe do końca... niestety nie mam zdjęć łazienki, ale jeśli coś znajdę - dorzucę :) 


Kuchnia 







Przedpokój 



Pokój 







Pokój Dziecięcia 






Tak to mniej więcej wyglądało. Z dużego pokoju zostało wydzielone miejsce na pokój Dziecięcia, postawiono ścianki działowe, pozostała część pokoju przybrała przez to kształt litery L, gdzie wnękę przy oknie wykorzystano na "sypialnię".


niedziela, 21 lutego 2016



Na nowym :)


Dopiero, kiedy zamieściłam to zdjęcie, uświadomiłam sobie, że w pierwszym dniu mojego bytu w tym pełnym magii miejscu, pierwsza roślina jaką zasadziłam to Drzewko Szczęścia :) 
Nic dodać - nic ująć :) 


sobota, 20 lutego 2016



Wielkimi krokami zbliża się czas przeprowadzki, znów pudła, pudełeczka czas gromadzić i wypełniać naczyniami, książkami, szpargałami...
Mam nadzieję, że to już moja ostatnia przeprowadzka w mieście.
Składam w pudłach cały swój dobytek, a w tym czasie dokonuję wielokrotnie podróży w czasie...

Czuję ogromną radość na sam fakt, że będę mogła znów wyciągnąć na światło dzienne babciną toaletkę, która pomimo wielu niecnych zamachów na jej stan przetrwała i ma nadal ogromną moc. Mam już miejsce na mój fotel bujany i tylko się zastanawiam w jakim stanie przyjdzie mu tu zawitać. 

Wprowadzając się do nowego miejsca, tak prawdę mówiąc wchodzę już w coś, co już jest, wchodzę w czyjeś pozostawione życie... Zasiadam w fotelu starszej Pani, która od czasów powojennych dbała i troszczyła się o każdy kąt tego pełnego mocy miejsca i odeszła stąd w wieku 95 lat, mając wciąż świadomość tego kim jest...

Wzrusza mnie krucyfiks i lichtarzyki takie same jak u mnie w domu rodzinnym... Krzesło pomalowane olejną farbą, które zdobi piwnicę, okrągły stolik - jedyny w swoim rodzaju, i ten niziutki z figlarnymi nogami...

Poszłam tylko obejrzeć mieszkanie... Weszłam i już wiedziałam, gdzie będzie stała biblioteczka, gdzie sekretarzyk, gdzie będzie pokój Dziecięcia :) Już oczami wyobraźni urządzałam duży pokój...
Już wiem, czego będę szukać jeszcze do kuchni.... wstępnie widzę łazienkę, ustawione mam już garnki gliniane, wiklinę i metalowe świeczniki... już oczami wyobraźni zazieleniło mi się całe miejsce, już pachnie sianem, już śmieją się do nas jabłka w misach i pali się ogień w kominku...

Patrząc na moje życie, sama dostrzegam w nim wiele CUDÓW, więc dlaczego i to nie miałby być kolejny CUD?

Bo...
"To nie sztuka wybudować nowy dom,
sztuka sprawić, by miał w sobie duszę.
Podków szczęścia nie wyrzuca się na złom,
nie wynosi się na śmietnik snów i  wzruszeń."

Kapelusik starszej Pani...

Drzwi do mojego świata :)

Piwniczne skarby...

Schodami do...





piątek, 19 lutego 2016



DOM. 
Kiedyś o nim napiszę... 
Jeszcze nie dziś, jeszcze nie teraz...

W chwili obecnej jestem łapiąc myśl Zdzisława Beksińskiego ROŚLINĄ DONICZKOWĄ, a jako Dziecię Natury, które ma poczucie ogromnej więzi z Ziemią, jest to dla mnie bardzo uciążliwy stan.
Doniczka z ziemią pozwala mi w jakimś stopniu łapać oddech, ale nie ma on nic wspólnego z łapaniem oddechu pełną piersią.

... a jednak... zadziało się coś niezwykłego, znalazłam miejsce w którym zda mi się rozkwitać, czerpać ogrom energii z Ziemi, oddychać nią i wręcz z nią zamieszkać:) Miejsce, które wypełnia ta cudowna energia, która w piękny, delikatny sposób otula Cię całą i pozwala sobą oddychać... Ach!

Byłam tam tylko raz, a już korzonek z mojej glinianej donicy zaczął figlarnie wtulać się w ten cudowny skrawek ziemi...

Wchodząc do kuchni, odbyłam podróż w wehikule czasu. Z kobiety lat 40. znów stałam się małą dziewczynką. Stojąc w miejscu, biegałam po domu Cioci Anieli i moim własnym... We włosach z wywiązanymi kokardkami, gdzie kitki smagały mnie figlarnie po twarzy pełnej piegów, podskakiwałam radośnie w towarzystwie rozbrzmiewającego śmiechu pełnego dziecięcej radości...

Uśmiech malował widok zielonej trawy za oknem w kuchni czy w pokoju.               Co chwilę przed moimi oczami ukazywały się kolejne bezcenne skarbczyki tego domu...

- Czy chce Pani zobaczyć piwnicę? - usłyszałam.
- A można? Myślałam, że za chwilę wyjdziemy z mieszkania, a tu zeszliśmy po dwóch schodkach do kolejnego pomieszczenia, a z niego po kolejnych schodkach prosto do piwnicy. Piwnicy pełnej magii i ukochanej ziemi...
Wychodząc spojrzałam na krzesło drewniane pomalowane olejną farbą - stanęła przy mnie Ciocia Magdzia, Babcia Jasia, Ciocia Aniela. Zobaczyłam Małgosię, moją bratnią Duszę i już stałam przy Jej krzesłach, tkwiłam w Jej historii.
- Prawdziwe skarby - powiedziałam.
- Meble mogą zostać, jeśli Pani chce - zabrzmiał przyjazny głos mężczyzny.

Chcę!!! Chcę!!! Po raz pierwszy chcę! Chcę tam być! Chcę tam zapuścić korzenie! Chcę oddychać z pomocą tego skrawka Ziemi na TU I TERAZ.




Fakty : kamienica czterorodzinna, miasto.
Dla mnie : dom z ziemią - PERŁA w miejskiej aglomeracji.

https://www.youtube.com/watch?v=YhI1SBgAiGM





czwartek, 18 lutego 2016









A kuku?!?!

Jestem :)
Długo mnie nie było... baaardzo dużo się zmieniło, wiele, bardzo wiele się zadziało...
Powoli wszystko półszeptem Wam opowiem, ale tak po trochu, po troszeczkę...
Czasem przywołam wspomnienia, czasem wybiegnę w przeddzień...
Cała ja :)

Gdybym miała podsumować ostatnie półtora roku jest to istny wielobarwny kilim...
Mój latający dywan - w końcu i jego w swych rękach miała Baba Jaga :)
W ostatnim tym czasie nastąpił wielki przewrót, w wielu aspektach mojego życia...
Trzęsienie ziemi dotknęło małżeństwa, dzieci, pracy, relacji z bliskimi i mojej duszy...
Czy żałuję? nie :)

Bardzo dużo nauczyłam się o sobie, o innych... Wiele spraw ujrzałam z innej perspektywy, ogromnie się wzbogaciłam dotykając nieba, przechodząc przez zubożenie, szukając oddechu i miejsca na zapuszczenie korzeni...

Jak się czuję? - już dobrze :) W ciągu tego półtora roku doświadczyłam tak intensywnego wachlarza emocji i uczuć, że sama się zastanawiam, czym zasłużyłam sobie na tak bogatą lekcję życia?
Tyle dróg narodziło się w moim jednym, jedynym ŻYCIU; ja jedna - ich tysiące...