czwartek, 21 listopada 2013

Czyżby czas stanął w miejscu?...
Czyżby ktoś zakręcił diabelskim kołem ?...
Już minął miesiąc jak wyprowadziliśmy się ze swoich czterech ścian, by dać moc sprawczą ekipom remontowym.... pierwszy tydzień dla elektryka, drugi - hydraulik i ogrzewanie, a w kolejnych trzech tygodniach przekształcenie naszego M1 do M2, taki był plan.
Ponad cztery tygodnie minęły w zawrotnym tempie, a my dopiero mamy elektrykę, dziś też dobiegły końca prace hydrauliczne i mamy w końcu ogrzewanie... Ale żeby nie było za kolorowo to pozostał jeszcze wsad kominowy do zamontowania, no i cała przebudowa M1 na M2.
Stawianie ścianek, demontaż i wstawianie nowych drzwi, równanie ścian, podłóg, montaż akcesoriów sanitarnych, wylewanie podłóg... MASAKRA!!!
... ale coś drgnęło, więc...


PUK... PUK...
ODPUKAĆ W NIEMALOWANE...




Nie wierzę abyśmy wrócili do siebie na Święta Bożego Narodzenia... Taki stan mieszkania widnieje na dzień 1 grudnia.

sobota, 17 sierpnia 2013

 KOCHAM JESIEŃ:)
Ja wiem, że jeszcze trwa LATO, że jeszcze niektórzy podekscytowani dwoma tygodniami upalnego, wakacyjnego sierpnia, ale mnie się już JESIEŃ marzy :)  Moja kochana... ciepła, barwna i ta szara - deszczowa, z szumiącymi liśćmi pod stopami i ich zapachem w powietrzu...


Jesienne lato w mojej kuchni.

środa, 7 sierpnia 2013

Cudowna burza... pada.... deszcz śpiewa... grzmi...
zamykam oczy - wehikuł czasu uruchomiony...



a po burzy cisza

 AbRaKaDaBrA








Utwóry z widowiska TV "Opera egipska" (znanego również pod tytułem "De Aegypto") z 1995r. w reżyserii Jolanty Ptaszyńskiej, inspirowanego tekstem egipskiej "Księgi umarłych".
Muzykę skomponował Zbigniew Preisner. Partie wokalne wykonuje Elżbieta Towarnicka.

niedziela, 4 sierpnia 2013

LATO - najgorsza pora roku jak dla mnie, nie lubię lata...
Zawsze czuję się osłabiona, taka nie do życia... podziwiam tych, którzy potrafią leżeć godzinami na słońcu i wygrzewać się w poczuciu szczęścia i samozadowolenia... Mnie mogliby płacić krocie a i tak bym na takie coś się nie zgodziła... W lipcu i  w sierpniu po prostu umieram...
Ja usycham w mieście... nie nadaję się do miasta i tyle... jak porównał siebie Zdzisław Beksiński do rośliny doniczkowej, tak i ja jestem w tej chwili doniczkowa, tylko co to za życie, skoro korzeni nie można zapuścić... korzenie to ja mogę zapuścić ale w ziemi na wiejskiej części padołku...
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że próbuję co jakiś czas znaleźć plusy bycia tu gdzie jestem, potrafię ubzdurać sobie coś tam na jakiś czas, trzymać się tego kurczowo i wtedy myślenie i tęsknota mniej bolą, ale po jakimś czasie już się dłużej nie daje i... ręce opadają :(
... i tak jest spokojniej niż kiedyś, bo było strzelanie drzwiami, sypanie wykwitną łaciną podwórkową i efekty specjalne spotęgowanej siły rozrywającej mnie od środka... myślałam że nie dam sobie rady... jak dzikie zwierzę złapane do klatki... szamotanina przybrała łagodniejszy wymiar ale oczy zgasły :( 
Wpakowałam się w jedno wielkie DNO... no może nie jest tak źle, bo z teściową mieszkać nie muszę, ale razem z mężem, synem, dwoma psami mieszkamy na kawalerce... nic tu po mnie, po nas... 
Nie cierpię świadomości bycia w mieście, jednak cieszy mnie fakt, iż przebywam w starej, zabytkowej części miasta, w poniemieckiej kamienicy... tu jest całkiem inna energia, kamienica ma swoją duszę.... wolę nie myśleć co by było, gdybym musiała być w domu z betonowych płyt - dla mnie koniec świata...

 Odnośnie domów z betonu...


środa, 31 lipca 2013

... ciemność, widzę  ciemność ... 

Wstałam rano i po paru minutach pomyślałam sobie, że wcale by mnie nie zdziwiło, gdyby się okazało, że właśnie dziś KTOŚ postanowi nas odwiedzić.
W końcu dzień przed wypłatą, w domu ani ciastka... ani loda... pocieszeniem był fakt, że jest jeszcze herbata i kawa, a nawet mleko:)
Nie trwało to długo, gdy okazało się, że właśnie DZIŚ postanowiła nas odwiedzić moja teściowa. 
No tak... w pierwszej chwili:  "ciemność, widzę ciemność" ... ale zaraz, chwila, dlaczego ciemność??? 
Pomyślałam, że nie jest źle, mogę przecież zaproponować herbatę z cztery rodzaje, jest kawa i mleko nawet!!!
A jak MAMA zechce dłużej posiedzieć, to i na zupę się załapie, bo takową ugotowałam:))) 
Ważne by w miarę porządek był pod zlewem, bo zawsze tam coś wyrzuca (kosz na śmieci) i rzuca okiem... i o rany!!! oświeciło mnie w tym momencie - LODÓWKA!!! Jest w domu nowa lodówka będzie chciała zajrzeć jak wygląda w środku a  tam, ŚWIATŁOŚĆ, TYLKO ŚWIATŁOŚĆ!!!
A gdzie jakieś warzywa, wędlina, kiełbaska i sery?!?!?! No GDZIE?!!! W BIEDRONCE!!! bo wypłata dopiero jutro!
O cholera!!! i co tu zrobić?!
W lodówce były 3 mleka, pudełko po smarowaniu bo raczej smarowania w nim nie uświadczysz, majonez, ketchup, słoik z buraczkami, z ogórkami... 
Dodałam jeszcze dwa słoiki z powidłami, puszkę zielonego groszku też z tyłu, ale to na pierwszy rzut oka tylko dwie półki. Dobre wrażenie robił garnek z zupą a na górnej półce postawiłam miskę przykrytą talerzem, a kto będzie wiedział że ona pusta?! :) 
Lodówka zaczęła wyglądać całkiem nieźle:) 
No i udało się :) 
Teściowa przyszła, kawę wypiła, zupę zjadła, nawet śmietana była do zupy, jednak teściowa wolała bez, chleb zaproponowałam... znaczy dałam znać, że mamy:)
Test szafki pod zlewem - chodź bez białej rękawiczki  wypadł pozytywnie :), a lodówka wiadomo nie została pominięta w tych oględzinach i muszę przyznać wcale źle nie wypadła:) 
I to by było na tyle - jeśli chodzi o teściową, bo stwierdziłam, że życie trwa o wiele za krótko, by się na ten temat bardziej rozpisywać...
PLANOWANIE... REMONTY... CAŁOROCZNA GADANINA...
Jeszcze się nie zaczęło, a już mam dosyć...

Pewnie moja reakcja byłaby zupełnie inna, gdyby to chodziło o dom na wsi... mieszkanie w kamienicy - MIESZKANIE .... jak to brzmi... nadal nie wiem jakim określeniem powinnam operować - w naszym domu czy w naszym mieszkaniu?... hm.... ale to już temat na inne rozważania.... 
W każdym bądź razie mój szanowny Pan i Władca cały rok mówił o tym, jak to bierze On los naszej rodziny w swoje ręce i tylko przychodzi czerwiec, składa wniosek o kredyt hipoteczny na remont mieszkania, bo we WAKACJE trzeba go KONIECZNIE  wykonać, KONIECZNIE!!!
Dziś kończy swe panowanie lipiec, a po nim nastaje sierpień, natomiast REMONT stoi w miejscu... a wręcz powiedziałabym - cofa się... bo nagle kiedy już przybyły ekipy, które wstępnie oszacowały koszta, mojemu Panu i Władcy odwidział się natrysk nad wanną, który wcześniej był świetnym pomysłem, od dwóch, trzech dni także nie widzi On pokoju naszego Szkraba :) no bo jak to będzie wyglądać??? ...ręce opadają... najlepsze jest to, że jeśli otrzymamy kredyt, to najszybciej będzie on za dwa tygodnie, ewentualnie sprawa może się przeciągnąć do półtora miesiąca... nim wejdzie jedna ekipa... druga... no faktycznie może uda się przeprowadzić remont we WAKACJE jeśli dostanie Pan i Władca urlop w pracy :  wrzesień - październik.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Właśnie przed chwilą do kuchni wbiegło moje Dziecię :) uśmiechnięte od ucha do ucha :)
- Mama jesteś słodka - powiedziało:)
... dziś wrócił do mnie mój Anioł - Szymon:)
Jak to pięknie napisała Pani Liliana "Mchowy Szymon Bosostopy".
JEST NA PEWNO :) w domu pachnie MIRT :)  




piątek, 14 czerwca 2013

Cottoni: Nie wszystko musi być sexi!

Cottoni: Nie wszystko musi być sexi!: Nie wiem jak Wy, ale ja mam serdecznie dość tej propagandy! Przyszło nam żyć w dziwnych czasach, kiedy to wszystko musi być sexi. Od te...

niedziela, 9 czerwca 2013

Czas na oczyszczenie:) Nic tak nie oczyszcza jak deszcz...

 

 Muzyka Adrian von Ziegler
Magia i niemoc grawitacji
UWIELBIAM JĄ!!!


sobota, 8 czerwca 2013





Łąka jak z bajki, łąka jak ze snu, łąka moich marzeń... 
Kiedyś jak miałam te parenaście, ...dzieścia lat, z moją Babcią Jasią tak we dwie, oparte o drewniany płot rozmyślałyśmy o tym jak to będzie cudnie, kiedy przemienię sobie nasze wiejskie komórki w domek moich marzeń... z drewnianym tarasem, wiklinowymi meblami, drewnianą huśtawką...  Sad nadal będzie rodził maleńkie czerwone jabłuszka, które to moja Babcia i moja Mama skrzętnie przechowywały na czas Świąt Bożego Narodzenia, a ludzie z wyprzedzeniem zamawiali sobie po torebce lub dwie (torebki po cukrze - to były czasy) aby na ten czas pełen magii,  przystroić nimi swoje choinki:) Grusza, która miała owoce o smaku gruszkowo-miodowym:)  nigdy nie mogłam się najeść powidłami Cioci Magdzi :) Śliwy i wiśnie:) ... Cała droga do domku miała zaczynać się od strony Polnej Uliczki i przechodzić przez cały sad, aby wejść na upragnioną werandę mojego domostwa :) W tej całej podróży, każdemu, kto miał wejść do mojego ogrodu, towarzyszyć miała magia, gdzie zmysł węchu i wzroku miał przechodzić istną ucztę przygotowaną przez samą Matkę Naturę:) 
Aksamitki, kosmosy, lwie paszcze, rumianek polny, stokrotki, fiołki, niezapominajki, astry, dzwonki polne, lawenda a przy oknach malwy... Co roku miałam przemieniać się we Wróżkę i pomagać Matce Naturze na tym fragmencie padołka ziemskiego tworzyć ten pełen magii natury obraz...
Jednak tak to już jest, że my marzymy, a życie pisze swoje scenariusze...




środa, 5 czerwca 2013





W tej chwili ktoś włącza pralkę, ktoś myje naczynia, ktoś robi sobie kawę, ktoś odkurza, ktoś czyta książkę, ktoś wertuje strony na necie, ktoś robi zdjęcia, ktoś rozmawia z koleżanką, ktoś jest w pracy, ktoś dżemie, ktoś ogląda film, ktoś słucha muzyki, ktoś bawi się z dzieckiem, ktoś się uczy, ktoś maluje, ktoś jest na zakupach, ktoś coś... a ja siedzę i trwam w bezruchu - właśnie nastała ta przełomowa chwila - czy spełni się moje marzenie?




wtorek, 4 czerwca 2013



Kocham stopy mojego Dziecięcia:) Kiedyś poznałam Szymona, który biegał zawsze na bose stopy to tu, to tam... rozumiał mnie jak nikt, znał mój stan ducha i był zawsze przy mnie choćby nie wiem co... no chyba, że Go poprosiłam, aby "popilnował" kogoś innego...
Był czas, że miał bardzo dużo pracy, bo wiecznie Go ganiałam z prośbami a to tu, a to tam...
Teraz odpoczywa, przysiadł na kamieniu, na skraju lasu, oparł podbródek o prawą rękę i rozkoszuje się widokiem i dotykiem jednego z najcudowniejszych darów Bożych - znaczy o mech mi chodzi...
Kocham jego fakturę, barwę, intensywność zieleni... nie mogę nim nigdy nasycić wzroku...a co dopiero czuje mój Anioł?
Teraz w moim życiu ważną, a tak naprawdę najważniejszą Osobą stało się moje Dziecię - SZYMON - przy którym odnajduję pokój ducha, wskrzeszam radość serca i powracam do lat z dzieciństwa... Dziękuję Ci, że jesteś mój Synku:* Dziękuję:)

niedziela, 19 maja 2013





Czasem bywa tak, że goniąc za czymś, gubimy radość z tego co już mamy... Czasem, kiedy bardzo czekamy nie dzieje się nic wielkiego... innym znów razem, kiedy już dajemy sobie spokój, odpuszczamy sobie, bo to ponad nasze siły, możliwości... nagle BUM i jak grom z jasnego nieba poraża nas szczęście - ziściło się marzenie :)
Nie wiem, czy moje ziści się w najbliższym czasie... powiem tak, na pewno pojawiła się iskierka nadziei, że stać się tak może... ciężko jest trwać w takiej niepewności; bo tu już tracisz grawitację pod nogami, a jednak rozsądek podpowiada aby nie tracić głowy. A ja? Ja już jestem z głową w chmurach :)