wtorek, 4 czerwca 2013



Kocham stopy mojego Dziecięcia:) Kiedyś poznałam Szymona, który biegał zawsze na bose stopy to tu, to tam... rozumiał mnie jak nikt, znał mój stan ducha i był zawsze przy mnie choćby nie wiem co... no chyba, że Go poprosiłam, aby "popilnował" kogoś innego...
Był czas, że miał bardzo dużo pracy, bo wiecznie Go ganiałam z prośbami a to tu, a to tam...
Teraz odpoczywa, przysiadł na kamieniu, na skraju lasu, oparł podbródek o prawą rękę i rozkoszuje się widokiem i dotykiem jednego z najcudowniejszych darów Bożych - znaczy o mech mi chodzi...
Kocham jego fakturę, barwę, intensywność zieleni... nie mogę nim nigdy nasycić wzroku...a co dopiero czuje mój Anioł?
Teraz w moim życiu ważną, a tak naprawdę najważniejszą Osobą stało się moje Dziecię - SZYMON - przy którym odnajduję pokój ducha, wskrzeszam radość serca i powracam do lat z dzieciństwa... Dziękuję Ci, że jesteś mój Synku:* Dziękuję:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz