sobota, 30 kwietnia 2016






Jak to z nami jest i z odbieraniem nas przez innych?  Jak my odbieramy drugiego człowieka? 
W jakich relacjach przychodzi nam żyć, wzrastać, przyjaźnić się, pracować...?
Nikt nie zaprzeczy, że są to myśli, które wywołują wiele emocji, tych pozytywnych ale też i tych trudnych...

Dziwi się czasem ktoś, że w momencie, kiedy zachodzą poważne zmiany w naszym życiu nagle mówimy o pogodzie, nie mając ochoty otwierać swego serca w tematach dla nas istotnych...

Czasem jest tak, że znając kogoś krótko, ale trwając w życzliwej atmosferze jesteśmy w stanie opowiedzieć całe nasze życie... 

Dlaczego jest tak, że czasem wspieramy się nawzajem, pomagamy sobie, otwieramy się przed drugim człowiekiem, idziemy w bardzo bliski zażyły kontakt i nagle BUM!, zaczyna wirować energia, nadciąga burza gradowa, czy pędzi na nas ze wzmożoną siłą huragan? 

Dlaczego jest tak, że ludzie, których odbieramy często jako naszych bliskich sercu towarzyszy, dla których jesteśmy w stanie i góry przenosić, potrafią z uśmiechem poklepać nas po plecach, w tonie serdeczności powiedzieć : "Jak bardzo się cieszę, że jesteś szczęśliwa." "Trzymam za was kciuki." "To cudownie, że udało ci się tak wiele osiągnąć." Nagle obracają się na pięcie i jeszcze mając przed chwilą serdeczny uśmiech dla ciebie, jazgoczą już do drugiej podatnej na jazgot osoby, mieszając cię z największym błotem i krytykując wszystko to, na czym są w stanie zawiesić swoje oko.
Ulewa im się wtedy niesamowita ilość jadu, aż się w swej bezradności opluwają... Człowiek wtedy robi tak wielkie oczy, bo nawet nie byłby w stanie wyobrazić sobie, że takowy słowo potok  jest ktoś w stanie powołać do życia. 

Co niektóre czują się wręcz możnowładczyniami  życia i śmierci - uważając, iż posiadły wszystkie możliwe rozumy, wiedzę i mają na tyle rozwiniętą intuicję, a może i wgląd w nasze życie, że są w stanie wybiec przed ciebie i stwierdzić czy związek w którym trwasz ma szansę się utrzymać? Czy rodzina, która pięknie ci rozkwita ma szanse wydać kolejny owoc? Czy miejsce w którym mieszkasz jest właściwym miejscem dla ciebie? Czy praca którą masz jest tym miejscem w którym jesteś w stanie się realizować?
Jeszcze potrafią wejść ci do portfela i osądzić, czy prowadzisz się gospodarnie czy nie, nie mając przy tym pojęcia jakimi środkami dysponujesz.

Są osoby, które tak bardzo potrafią przylgnąć do ciebie, że otoczą cię jak bluszcz, wyostrzają swój słuch, spojrzenie na każdy nawet najmniejszy twój gest, przejaw jakiejkolwiek inicjatywy, twoich relacji z najbliższymi, aby później sami przywdziać ten mizerny płaszcz pozbieranych okruchów twojego ja, aby podjąć nieudolną próbę odegrania choć skrawka twojego życia, starając się wejść w relacje z bliskimi ci osobami. 

Najbardziej bawi mnie, kiedy dochodzą mnie słuchy, że któraś z owych osób podzieliła się swoją myślą, przeczuciem:  wiesz ja jednak myślę, że ona.....
i zdaje relację z czegoś co zostało w jakimś czasie wypowiedziane przez ciebie... 
Proszę pani - jaka to twoja intuicja- to stwierdzenie faktu, który został tobie przedstawiony.

Jak kobieta, która sama nie potrafi utrzymać dobrych relacji z bliskimi swemu sercu ludźmi może pouczać ciebie w tym, jak ty masz postępować w stosunku do drugiego  człowieka, no jak? Trącając nienawiścią, chęcią niszczenia pozytywnych, choć trudnych  relacji tylko dlatego, bo zakończył się jakiś etap w waszym wspólnym życiu?
Jak można być takim .......... brak mi określenia, by wzrastać przy kimś, nabierać siły, aby nagle zakraść się w twoje relacje z partnerem i podburzać przeciw temu co trwa... Jak bardzo trzeba być zaburzoną osobą, jak bardzo trzeba upaść nisko?

... i co ty z tym masz teraz zrobić?

Jeśli pojawiały się takie sytuacje, zawsze byłam ponad to, nie wiem czy te trzy Gracje- w tym wydaniu boginie obłudy, nienawiści i pychy, myślą, że nic do mnie nie dociera, że nie wiem co się dzieje??? 

Ile jadu, zawiści, jak bardzo nudnego życia trzeba doświadczać w swojej egzystencji, by tak bardzo być zaabsorbowanym życiem drugiej osoby, z którą notabene ma się bardzo sporadyczny kontakt. 

Jak bardzo trzeba świecić, jak bardzo trzeba być dobrym człowiekiem, aby inni nie mogąc znieść twego widoku, muszą posuwać się do tego, aby cię opluwać i wiecznie obrzucać błotem?

Jak można bić w nienarodzone Dziecię, kiedy swoje własne postrzega się przez pryzmat projektu? Jak można zacierać ręce na myśl o rozstaniu z bliskim sercu człowiekiem, kiedy samemu wiecznie smaga się batem podejrzliwości, emocjonalnego szantażu tego, którego podobno się kocha? 

Jak można wiecznie obwiniać wszystkich wokół za to, że twoje życie nie wygląda tak, jak by się chciało żyć, że ma się na nie inne wyobrażenie, niż w rzeczywistości? Jak można za wszystkie swoje niedogodności, nieumiejętności obciążać najbliższych ludzi? W pracy zwalać na wszystkich wokół każde potknięcie tej, która jest w swoim mniemaniu ponad wszystkich innych?

A jednak można.  Można kogoś inspirować, można kogoś oślepić swym blaskiem, można swoim życiem zamieszać komuś w jego własnym - można.


To jest tak jak z kwiatem, który rośnie na łące... Choć kwiat jest cały czas ten sam, inaczej na niego spojrzy każdy z nas, inne znaczenie będzie miał dla różnych osób. Inaczej popatrzy na nie dziecko, inaczej kobieta, a jeszcze inaczej starzec. Kiedy do tego dopiszemy jeszcze nasze doświadczenia życiowe, role w jakie wchodzimy, okaże się, że inaczej kwiat odbiera przyrodnik, inaczej florystka, a jeszcze inaczej inżynier budowlaniec, który za miesiąc ma w tym miejscu rozpocząć budowę osiedla... 
Dziecię może popatrzy się z uśmiechem i zerwie kwiat dla swojej najwspanialszej na świecie mamy. Kobieta spoglądając na kwiat, może powie z wdzięcznością w sercu: dziękuję Boże za ten cud natury. Starzec pochyli się delikatnie i uśmiechnie podróżując w pamięci w wehikule czasu... Przyrodnik otoczy go swą jak największą, przenikliwą uwagą. Florystka może zechce zerwać i wyczarować swój własny ogród cudów natury. Co do inżyniera, inżynier budowlaniec możliwe, że wcale go nie zauważy - tak będzie skupiony na planowaniu przyszłej pracy... 

Tak jest z nami - my choć wciąż ulegamy zmianie, wciąż się uczymy, rozwijamy, wzrastamy, choć wciąż jesteśmy jedną i tą sama osobą, jesteśmy także odbierani różnie przez różne osoby... Jesteśmy postrzegani przez emocje, uczucia, role społeczne jakie sprawujemy, przez nasze relacje jakie mamy z drugim człowiekiem. Ludzie odbierają nas na wiele sposobów i z różnych perspektyw, w zależności od ich doświadczeń, wewnętrznego rozwoju, empatii, intelektu.

Dlatego jeśli ktoś ciągle szamocze się w swoim życiu, nie może odnaleźć w sobie wewnętrznego spokoju, brak mu miłości do drugiego człowieka, nie wspominając już o braku miłości i ciepła do siebie samego, to jak ma być inaczej ???
Będzie takie bicie, będzie takie szemranie - bo to są osoby, które nie potrafią inaczej, nie wykształciły w sobie jeszcze pewnych umiejętności odczuwania i postrzegania tego co wokół i w nich samych. Brak im pokory życia...  jednak dziwi mnie fakt, że zapominają o jednym: co siejesz - to zbierasz; co ofiarujesz - wraca do ciebie ze zdwojoną siłą... 

Jeśli dzieje się tak w twoim życiu, że ktoś ci tak złorzeczy, obrzuca cię błotem, bije w ciebie czym tylko popadnie, mówiąc przy tym nieprawdę, siejąc zakłamanie, to nie jest twój problem. To w jaki sposób ktoś postępuje świadczy o nim - nie o tobie. To co mówi i jakimi przy tym bije emocjami świadczy o nim - nie o tobie. 

Co zrobić? Bić tak samo? Aż gdzie - nie ma sensu zniżać się do tego poziomu.
Po co tracić swój czas, swoją energię i witalność na taki ferment. 

Przejdź obok tego, zadbaj o siebie i relację z bliskimi ci ludźmi, odsuń tych ludzi od siebie, nie po to by im urągać, ale aby nie zatruwali twojego cudu istnienia. Kiedy kolejny raz poczujesz, że znów w ciebie rzucają błotem - uczcij to minutą ciszy, nie płacz nad nimi, nie warto... niech idą na własne zatracenie...

Bądź sobą, bądź ponad to, a dobro do ciebie wróci. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz