niedziela, 3 kwietnia 2016


Najpierw było mocne uderzenie w klatkę piersiową i ogień w całym ciele.
Potem pojawiłeś się w promieniach letniego słońca, otulony konarami drzew Zielonego Lasu i zapytałeś bez zbędnych ceregieli : Asia jak to robimy?
Był spacer po ziemi, rozmowy w chmurach i rozgwieżdżone niebo...

Przeszłam na drugą stronę swojego JA i cały mój świat runął w gruzach.
Ruiny i zgliszcza bywają konstruktywne...
Nie było takiej siły, nie było takiej mocy, która mogłaby zawrócić mnie z tej drogi...

Biegłam za Tobą, do Ciebie, ku Tobie.

Unosiłam się nad ziemią 7 mil,  promieniałam całą sobą, okryta woalem tajemnicy prawie 9 miesięcy...
Kiedy wyklułam się w końcu w ziemskim świetle obok Ciebie, wzięłam pełen oddech...
Byłam PRZE SZCZĘŚLIWA!!!

Było tak wiele spotkań, poznawanie siebie nawzajem od nowa, chłonięcie siebie bez żadnych ograniczeń. Odkrywaliśmy na nowo każdy zakamarek naszej fizyczności, duchowego bytu.
Metafizyka była na porządku dziennym...

Kochanie, czarowanie, zaklinanie...

Były intensywne w czasie spotkania. Dla mnie pokonywałeś góry i pędziłeś przez przestworza, były tęsknoty i łzy, była walka, którą toczyłeś sam ze sobą aby nie rzucić tego co jest tam, po drugiej stronie granicy i nie zatracić się w świecie pod nazwą MY.

Patrzyłeś na mnie tak jak nikt inny. Pousuwałeś blokady, obnażyłeś całą moją nagość bytu na tu i teraz, by wydobyć tyle piękna, ile tylko potrafiłeś dostrzec. Słowa płynące z Twojego serca otulały mnie ogromem pięknego, szczerego uczucia: czarowanie - dawanie - odbieranie. Wywoływałeś tyle potoków wzruszeń...
Składałeś pokłony i nosiłeś mnie na rękach, doświadczałeś tego czego myślałeś, że  nigdy w życiu nawet nie dotkniesz, a tu przesiąkłeś.

Zabrałeś mnie do Istoty pradawnej Matki Natury, pozwoliłeś czerpać ze źródeł energii, rozbudziłeś we mnie moją kobiecość, nie myślałam nigdy, że mam TO w sobie... uświęciliśmy Matkę Naturę otuleni konarami drzew, w wymoszczonym mchu narodziliśmy się na nowo.
Jakże jestem wdzięczna za nasz KOSMOS.

Kolejne miesiące nagradzane tęsknotą, wyczekiwaniem, pocałunkami i byciem razem na tu i teraz. Wzajemne wspieranie się w codziennych górkach i pagórkach, plany - wciąż pisane od nowa scenariusze, a życie dalej pokazywało nam gdzie jest teraz nasze miejsce...
Uważaj, o co prosisz - może się spełnić...

i nagle...
... za dużo, za ciężko, za mglisto, niełatwo...
... i właśnie teraz dobijasz to, co miałeś najcenniejsze...  Miłość w czystej postaci...
powalasz, okładasz po twarzy i dusisz z całych sił w gniewie, w bólu, w bezradności, we łzach...

To nie nad Miłością trzeba płakać, to trzeba zapłakać nad Człowiekiem.

Miłość łaskawa jest, cierpliwa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą, lecz współweseli się z prawdą. Wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję...

Taką miłość mam do Ciebie. Ona jest MOJA; ogromna, silna, niezłomna... przetrwała tyle lat uśpiona, wybudziła się w cudnym czasie z letargu snu, by znów spocząć na dnie mojego serca...
Ja ją ukołyszę, utulę, zaśpiewam piosenkę...

A cisza? Cisza paraliżuje, wpędza w ślepy zaułek, ogałaca, rani...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz