środa, 7 września 2016

Do tej pory zalewała mnie niemoc w sprawach dotyczących jak najbardziej mojej osoby i mojego Dziecięcia, ale całkowicie niezależnych ode mnie...
A tu nagle zalewa mnie ale woda od sąsiadki. Poszła rura w mieszkaniu. Całe szczęście, że w mieszkaniu przylegającym w poziomie, a nie w pionie.
Niedziela, poniedziałek... dzień bez wody, ale nie dni brudasa :)
Trzeba było sobie radzić, tym bardziej, że Szymon do szkoły, ja do pracy.
Przez to zalanie całkiem zapomniałam, że właśnie w poniedziałek miałam wizytę u psychologa; kapnęłam się we wtorek, otwierając mój kajet z zapiskami... Cholera pomyślałam...
Jadąc rowerem do pracy zastanawiałam się jak tu teraz wybrnąć z owego zapomnienia...  dzwonić nie będę i zawracać głowy rozmową skoro tysiące innych spraw ma facet na głowie, napisze smsa z przeprosinami i krótkim wyjaśnieniem mojej gafy - uśmiech na twarzy przekonał mnie o słuszności pomysłu.
Jadę dziś do domu z pracy, a tu przede mną idzie Grześ - już sms nie potrzebny! Uśmiech na twarzy i przeprosiny z wyjaśnieniem całej sytuacji ujęłam prawie jednym tchem :)
W zamian usłyszałam, że świetnie wyglądam na tym rowerze, w tej sukience, że świetny styl i niesamowitość bije ode mnie.
... no i co ja mogłam w takiej sytuacji ? Z uśmiechem na twarzy od ucha do ucha podziękowałam i pojechałam dalej z radością w sercu - pomyślałam tylko, że przecież ja tak wyglądam na co dzień - zwyczajnie.
Zwyczajnie dla mnie. Ot ślepota dnia  powszedniego  mnie dopadła.

1 komentarz:

  1. super Asiu tak trzymaj i pamietaj niezwykłosć drzemie w zwyczajnosci i skromności osób, rzeczy, zjawisk, które nas otaczaja kazdego nowego dzionka :) z tekstu bije radosć życia! cieszy mnie to... zauwazaj to , co kwitnie obok z serca Ci tego życzę <3

    OdpowiedzUsuń