Zasiadł Anioł na drewnianej ławie
w Księżycu skąpał swą twarz
złożył dłonie swe w odpocznieniu
wzrokiem namierzył nas
Spojrzał On z zatroskaniem
bo wiedział już co się stanie
otulił swymi ciepłymi myślami
pomyślał nie pozostaniecie z tym sami
Dziś pomimo bólu i rozłąki
wciąż zasiewa na poboczach dróg polne dzwonki
w rytm serca wplata
ciepłe promienie
by Miłość ta nie szła na zatracenie
Czasem tak trudno pojąć
to co właśnie się staje
gdy wzbijałam się w przestworza
wyczuwałam też i
upadek

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz