Cztery ściany wypełniły barwne wrzosy, rozgościły się dynie i kasztany...
łapię oddech...
Mija wrzesień i z drżeniem serca myślę o październiku, bo wiem, co w nim nastanie...
Oto moje wyczekiwanie.
Chodź biję się z myślami, czy pozwolić zaistnieć w eterze czterem słowom, już nie toczę wojny, decyzja została podjęta.
Myślę o wszystkim tym co było i o tym, co jest, mając świadomość tego, co nastanie - a jednak umiłowały mnie ruiny i zgliszcza...
Myślę o tym jak istotna jest wiara i nasze wzbijające się ku światłu myśli... o tym, co dzieje się na tu i teraz, i o tym co za chwilę...
Spoglądam przez siebie na siebie i nie mogę się nadziwić jaka to ja jestem do Edwarda w swej miłości podobna.
... i sama się sobie nadziwić nie mogę....
... i sama do siebie się uśmiecham, to płaczę - cudownie jest być ponad.
Ponad wszystko to, czym oddycha rzeczywistość, ta rzeczywistość wokół nas...
Jestem ponad i uśmiecham się delikatnie i czekam - JESTEM.
Kocham.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz